11/10/2022
Warto współpracować z nauczycielami, żeby zmienić to co się dzieje. Są wspaniałe szkoły, bez wątpienia 🥳 ale dla znacznej większości rodziców opisana sytuacja jest codziennością...niestety.
"Mój syn już nie chce chodzić do szkoły. Ja już nie chcę sprawdzać jego książek, zeszytów i dziennika elektronicznego. Nie chcę go uczyć matematyki każdego dnia. A muszę, bo on musi przypisywać z tablicy. A gdy przepisuje to NIE SŁYSZY nauczyciela. Więc na lekcji pisze, a uczy się w domu.
Jestem nauczycielem i pedagogiem własnego dziecka od pięciu lat.
Właśnie kończy mi się para. W zasadzie to skończyła mi się pod koniec września, gdy zobaczyłam kolejne kartki xero z muzyki i techniki, z materiałem do nauczenia. Do ustnej odpowiedzi. Do testu. Bo trzeba mu wiedzieć ile % węgla ma stal, a ile żeliwo. Wszak bez tego ani rusz.
Nie zasypiam już bez prochów.
Jutro mój syn idzie do szkoły po tygodniowej chorobie. Ma zaległe 2 testy. Nie było go też 2 tygodnie temu. Z tamtego czasu ma zaległe 4 testy. Jutro też pisze jeden, a w piątek kolejny.
Dziś żadne z nas nie zmruży oka."
Sylwia Nowak, mama szóstoklasisty
Udostępniam ten komentarz, bo takich informacji dostaję codziennie kilkadziesiąt. Nie umiem pomóc, nie jestem w stanie, ale nie mogę też nie myśleć o opisanych sytuacjach.
Sama prowadzę szkolenia metodyczne dla nauczycieli. Wciąż tłumaczę, że uczniowie na lekcjach muszą być aktywni, muszą uczyć się przez działanie, a nie przez przepisywanie z tablicy. Żeby prowadzić takie lekcje, nie trzeba mieć przygotowania metodycznego i pedagogicznego. Każdy, kto zna matematykę, może rozwiązywać zadania / równania / przykłady na tablicy.
Tłumaczę też, że w naszych szkołach jest za dużo testowania i odbywa się to kosztem czasu, który mógłby i powinien być przeznaczony na naukę. Testy, klasówki, sprawdziany to przerwa w procesie uczenia się. Gdyby w szkole syna pani Sylwii było mniej testów, uczniowie mogliby uczyć się w szkole, a nie w domu.
Na moich szkoleniach wyjaśniam, że robienie sprawdzianu po każdym przerobionym dziale jest błędem, że są dużo efektywniejsze metody powtórzenia materiału. Nie rozumiem, skąd wzięło się to klasówkowe szaleństwo, jako metodyczka nie rozumiem też. czemu ma służyć. Takich metod nie wytrzymują ani dzieci, ani ich rodzice. Dla wielu osób szkoła staje się prawdziwym horrorem. Powinniśmy to zatrzymać, mówić głośno o tym, jak wyglądają rodzinne popołudnia i wieczory, jak czują się dzieci.
Dlaczego my im to robimy? W imię czego? Czy dzięki temu, że nad książkami do późnej nocy siedzą całe rodziny, dzieci są mądrzejsze, więcej umieją? Wysoki poziom stresu jest szkodliwy dla zdrowia. Niszczy odporność, uszkadza układ krążenia (te choroby ujawnią się dopiero w przyszłości), wywołuje stany lękowe. Coraz więcej dzieci cierpi na depresję i syndrom wypalenia. Czy ktoś to widzi?
Wiem, że zaraz ktoś mi zarzuci, że atakuję nauczycieli. Trudno. Ktoś tym dzieciom niszczy zdrowie. Zapewne ma dobre intencje, chce dobrze przygotować uczniów do testów. Każda szkoła chce dobrze wypaść w rankingu. Ale ja już tego nie mogę wytrzymać. Nie umiem unieść tego nieszczęścia i tych próśb o pomoc.
DLACZEGO NIE ROZMAWIAMY O TYM W SZKOŁACH?
DLACZEGO NIKT NIE MONITORUJE, ILE CZASU DZIECI PRACUJĄ, CZY SĄ W STANIE UDŹWIGNĄĆ NAKŁADANE NA NIE CIĘŻARY?
DLACZEGO INDYWIDUALIZACJA WYMAGAŃ, ZAPISANA WE WSZYSTKICH PODSTAWACH PROGRAMOWYCH JEST PUSTYM FRAZESEM, KTÓRY MOŻNA W SZKOLE IGNOROWAĆ?
CO BY SIĘ STAŁO, GDYBY STOPNI W DZIENNIKU BYŁO MNIEJ? PRAWO OŚWIATOWE KAŻE KAŻDEMU NAUCZYCIELOWI WYSTAWIĆ 1 OCENĘ CYFROWĄ W CIĄGU ROKU SZKOLNEGO, TĘ NA ŚWIADECTWIE. Warto przypomnieć, że celem oceniania jest wspieranie procesu uczenia się! Wspieranie!!! Jedna ocena cyfrowa w całym roku szkolnym. WIĘCEJ NIE TRZEBA, TO WYBÓR NAUCZYCIELA, CZY SKUPI SIĘ NA NAUCE CZY NA OCENIANIU.
I W KOŃCU, DLACZEGO NIKT NIE INTERWENIUJE, JEŚLI LEKCJE MATEMATYKI POLEGAJĄ NA PRZEPISYWANIU ZADAŃ Z TABLICY? TO JEST PRZEJAW METODYCZNEJ BEZRADNOŚCI NAUCZYCIELA. Dyrektor powinien zadbać o szkolenia dla takiej osoby, o wsparcie metodyczne. Takiemu nauczycielowi trzeba pomóc, jeśli sobie nie radzi. W przeciwnym razie wina będzie przerzucana na uczniów, bo kto chce się przyznać, że nie umie tłumaczyć i nie umie pomóc uczniom w nauce?
POGUBILIŚMY SIĘ. STRACILIŚMY Z OCZU DZIECKO.
CZŁOWIEKA PRZESŁONIŁY NAM TESTY, OCENY, RANKINGI. ALE TAK ROBIĆ NIE WOLNO!!! TAKIE DOŚWIADCZENIA MOGĄ CZOWIEKA ZŁAMAĆ, NISZCZĄ ZDROWIE I MOGĄ ZNISZCZYĆ ŻYCIE. W IMIĘ CZEGO? Przecież takie zajechane dziecko nie może uczyć się efektywnie.
Syn pani Sylwii dużo choruje. Nie ma w tym przypadku. Wysoki poziom stresu niszczy odporność, niszczy zdrowie. Czy ktoś weźmie za to odpowiedzialność? Czy ktoś w TEJ szkole w ogóle to zauważa? (Bo szkół, w których dobro dzieci jest na pierwszym miejscu jest dużo!)
Nie chcę nikogo atakować, chcę bronić dzieci. Ktoś powinien to zrobić. Dlaczego takie przeciążenie dzieci jest w szkołach tolerowane? Dlaczego nauczyciele bez praktycznych kompetencji metodycznych (dyplom zapewne mają) nie dostają w szkole wsparcia?
P.S. 1
I nie piszcie proszę, że nie jest tak źle, bo Wy tak nie robicie, bo w Waszej szkole jest lepiej. Wierzę Wam, naprawdę wierzę, świetnych szkół jest dużo, ale wszyscy widzimy, co się wokół nas dzieje.
P.S. 2
Indywidualizacja (zapisana w wielu przepisach prawa oświatowego, w tym również w podstawach programowych, oznacza dostosowania wymagań do możliwości uczniów. Jeśli wobec wszystkich uczniów stosuje się takie same wymagania, to o indywidualizacji nie ma mowy.