09/07/2023
Gorąco wygoniło mnie z sypialni, temperatura stała się mocno podkręcona.
Tak naprawdę opuściłam tylko tę krainę, a przyduszenie pozwalało mi rozpłynąć się we względnym bezruchu, wciąż w łóżku, w pomysłach o tym, co tam się wydarzyło - w tych snach,
a co wydarzyć się mogło.
Szliśmy rzeką, to na pewno. Na pewno upominałam też panią w kawiarni, która wykręcała oczy do góry na moje zamówienia (kawy z mlekiem roślinnym), że nie chcę, żeby tak robiła, że chcę po prostu zamówić to, co chcę.
Pojawiały się też znajome twarze i wspomnienia powtarzalności, bycia w miejscach, i wspomnienia braku zmian.
Okrutne uczucie marazmu odkryte w odmętach podświadomości, chyba po lawinie płaczu wieczornego na ławce w parku wśród drzew zostało dopiero odkryte, a siedziało jeszcze od Lanyu chyba we mnie!
Zza komody wychynęła zielona piłka a obok leżał miękki słoń. Bardzo lubiłam te sny z aniołami, totalny reset, zapomnienie wszelkiego życia, widok na kolory duszy kiedy otwierałam oczy i gitarę na stojaku obok łóżka, które przypominało, że mogę odpocząć, a gitara, że mogę na niej grać, a ona nawet ma swoje miejsce, które jej stworzyłam.
Rośliny rosły coraz wyżej . Wokół poduszki nie przeszkadzały mi już książki, bo temat życia był otwarty.
Akceptacja dla różnych stanów przyzwoliła na niewiedzę, nawet chwilami na brak planu, przyzwoliła też na objęcie człowieka, bez wykrajania połowy biodra, gdzie był żal i półpiersi, gdzie mieszkała tęsknota. Przyzwoliła na spokój i zadawanie sobie pytań, co jest źródłem i praprzyczyną mojej niewygody tu, na Ziemi.
Dzień wcześniej:
O północy wróciłam do domu po tych żalach płynących bezpośrednio do Sadu i z mojej samotności, oczyszczona świeżymi łzami, a raczej ich strumieniem i podkręcona muzyką techno, podeszłam pod dom, malując jeszcze na śmietniku niebieskie serduszka i życzenia "good day".
Z daleka widziałam, że coś miłego tam się wydarza, ale nie do końca mogłam dostrzec co, choć pewność kierowała mnie w stronę stwierdzenia, że młode dziewczyny skaczą przez płotki.
Wyjęłam młuckę z ucha, bo dziewczyny ewidentnie patrzyły na mnie z uśmiechem, chyba chcąc mi zaprezentować swoją praktykę.
- Dzień dobry - powiedziały zachwycone
- Dobry wieczór - powiedziałam z ciekawością - skaczecie o tyczce? Nie, o tyczce nie, bo to za niskie, ćwiczycie skoki?
- Tak! Znalazłyśmy to w piwnicy! - odpowiedziały wciąż zachwycone i niemało dumne ze swoich wyborów.
Tak się kończy pobyt w piwnicy mojego umysłu i duszy, kiedy patrzę całością i przyjmuję wszystko.