14/06/2026
Kiedy powiem sobie dość...🎶
A może "kiedy powiem sobie dość?"
Dość przekraczania siebie, dość służalczości i irracjonalnych zachcianek mężczyzn.
W listopadzie u.r. odwiedziłyśmy z siostrą pewną lokalną dla mnie kawiarnię. I choć odwiedziłam sporo knajpek po przeprowadzce w te rewiry, to jakoś z tą nie było mi po drodze, aż do odwiedzin Tysi.
Obie zachwyciłyśmy się jej wnętrzem i ogólną atmosferą. Być może to moje późniejsze, już samotne wizyty w kawiarni, sprawiły, że na urodziny wybrałam się do Maroka, którego sporo w wystroju. Bo jak się później miało okazać właścicielami są 2 Marokańczycy.
I nie wiem, czy wspomniałam, ale panowie podczas mojej wizyty w Maroko, jakoś szczególnie za mną nie przepadali.
Jeden "sprzedawca marzeń" nie uzyskawszy odpowiedzi na swoje nagabywanie uznał mnie, za "trudną". Inny stwierdził, że "powinien mnie nauczyć, jak zachować się wobec mężczyzny, bo jego 3 żony wiedzą, a ja nie. I on będzie dla mnie "miły" tylko dlatego, że jest Ramadan."🤦🏻♀️ no poszę Was.
W każdym bądź razie fakt, że pan, który mnie, jak się później okazało, zatrudnił jest Marokańczykiem, mocno mnie zaciekawił. I postanowiłam dać się rozwinąć temu wątkowi. Jednocześnie czując, że lekko nie będzie.
Kiedy zimą odeszłam z mojej poprzedniej pracy, zadawałam sobie pytanie, "co ja mam teraz robić?" I pomyślałam o restauracji po sąsiedzku. 2 dni później zobaczyłam, że szukają ludzi, zaniosłam CV (tylko jedno, bo nigdzie indziej, jakby nie startowałam), a tydzień później stałam się częścią zespołu. Przynajmniej dla większości pracowników.
Jako osoba typu "hard working" i z syndromem zadowalacza "tak szefie, co każesz" stawałam na głowie, aby zadowolić miłościwie panującego dyktatora. A z tygodnia na tydzień wymagania zmieniały się. Sposoby działania się modyfikowały i aktualnie obowiązujące zakazy i nazakazy ulegały przemianom. A najczęściej dotyczyły tylko mnie. Jakby sprawdzał moją wytrzymałość.
Przez niespełna 3 miesiące usłyszałam cały jeden raz, że widzi moje zaangażowanie, że nie boję się pracy, ani rozmowy z klientem. I na tym wykończyłam ilość komplementów.
Jednocześnie wysłuchiwałam peanów na cześć pozostałych pracowników, że są jak rodzina dla niego. Obserwowałam, jak ich przytula i zbija z nimi piątki. A potem wracałam do obsługi moich fantastycznych klientów i słyszałam, jak szef stojąc 3 metry ode mnie, w rozmowach z rodziną, znajomymi, moimi kolegami z pracy i czasem z klientami, mówi że jestem do zwolnienia i tu powodem było wszystko. Nie tak siedzę, nie to jem, nie tak podaję kawę, nie w tym miejscu leży cukiernica, nie w takim kolorze mam spodnie, albo że mam sukienkę, nie to robię w danym momemncie, nie tego klienta obsługuję jako pierwszego, za dużo się śmieję, nie tak zamiatam, czy zmywam podłogę, a nawet wczoraj usłyszałam (to akurat od menadżerki), że nie taką bieliznę noszę do legginsów... jak żyć? 🤷♀️
I wiecie co? Od kilku dni miałam już w sobie ciśnienie, że choć uwielbiam to miejsce, klientów i kolegów z pracy, to psychicznie i coraz bardziej fizycznie czuję się przytłoczona. I trudniej mi rano wstać z ochotą.
Nawet moje , zrozumienie, że on tak ma. Że jest z pokolenia, które nie chwali, że jest z innej kultury, że jest przewrażliwiony, bo to jego biznes i chce go dopieścić... nie pomogły. Ciśnienie narastało, a dziś po prostu powiedziałam "dość".
Moja empatia ma level zdecydowanie za duży. Umiejętność tłumaczenia ludzi i ich zachowań nawet najgorszych przychodzi mi z wyjątkową łatwością. Przekraczanie własnych granic, albo ich brak był moim znakiem rozpoznawczym przez lata.
I przez te kilka dni, gdy rosło we mnie napięcie, winy szukałam w sobie. To pewnie moja wina, bo jeszcze zdarzają mi się pomyłki w zamówieniach, albo zapominam dodać jakąś informację na temat posiłku. Jednocześnie starałam się oddzielić moje "samobiczowanie" i zobiektywizować moje nadinterpretacje od podwójnych standardów firmy, tudzież jednego z szefów.
I oto dziś zaproponowałam, że jeśli nie lubi mojej pracy, to mogę wrócić do domu. Usłyszałam, że jeśli jeszcze raz tak powiem, to mnie odeśle. I chyba się zdziwił, że w odpowiedzi usłyszał, że mu to ułatwię i odchodzę.
Po prostu wyszłam. Pożegnałam się z kolegami, oddałam wszystko, co było firmowe, podziękowałam i wyszłam.
Wiecie po co to piszę?
Z kilku powodów:
💜 może mi się wydaje, ale czuję, że takich, jak ja wysokowrażliwych osób, może nawet z wciąż aktywnym syndromem "people pleasera" jest więcej. I być może też czujesz, że wciąż rosnące i zmieniające się zasady w otoczeniu, Cię przytłaczają, a Ty czujesz lęk i paraliż przed wyrażeniem niezgody na przekroczenia / nadużycia władzy. Nie każę Ci odchodzi, zrywać relacji, itp. Pokazuję, że inni też tak mają. I masz prawo czuć lęk i komunikować swoje granice. Albo podejmować "decyzje", które dla otoczenia wydają się irracjonalne. Możesz też nie robić z tym nic. Masz wybór i opcje. I czasem po prostu świadomość, że nie jesteś w tym sam/a jest zbawienna.
💜masz prawo powiedzieć "nie" zachowaniom mobingowym i przekroczeniom w pracy. I wiem, że czasem konfrontacja może oznaczać "koniec świata", bo np. twoje granice nie są zbudowane. W przeszłości "nie" oznaczało wykluczenie lub karę. A jednak to "szef", czy przełożony rozdaje karty płacąc Ci pensję. Nadal masz prawo do sprzeciwu. Możesz poszukać wsparcia, skonsultować sytuację z doradcą, albo osobą znającą się na prawie pracy. Możesz też poszukać wsparcia w budowaniu własnych granic, kursów, czy szkoleń z asertywności, itp.
💜możesz czuć się niekomfortowo ze swoimi decyzjami, albo z ich konsekwencjami. To jest normalne. Wiele osób nie lubi zmian. Tym bardziej, jeśli są szybkie i gwałtowne. A konsekwencje bywają bolesne. W moim przypadku to brak płynności finansowej, brak nowej pracy. Niepewność co mam robić dalej. I to drugi raz w zaledwie 4 miesiące.
Mam jednak poczucie, że jak zwykle "jakoś to będzie".
💜możesz też zobaczyć jaśniejszą stronę. Ja wierzę, że każde doświadczenie nas czegoś uczy, jeśli chcemy się nauczyć. I od byłych pracodawców biorę sobie "good case practice" i "bad case practice" w biznesie. Bo wiele tam było też wartościowych rzeczy. Co Twoje doświadczenie wnosi do Twojego życia?
Ja biorę sobie też nowe znajomości i poznanie sąsiedztwa, po ponad roku w tym miejscu.
Oraz kolejną lekcję o moich granicach i własnych limitach. A także ponowną lekcję o zaufaniu do siebie i swojej intuicji. I fakt, że w tej pracy wielokrotnie wykorzystałam "prawo przyciągania", "prawo założenia" i zmanifestowałam sobie nie tylko tę pracę, ale także obroty w firmie, a nawet fakt, że moi klienci komplementowali mnie do menadżmentu. I nawet to, że szef nie lubiąc chwalić, docenił mnie w pracy.
I chyba zmanifestowałam sobie odwagę do powiedzenia "nie" przekroczeniom w pracy. I zajęło mi to mniej niż 3 miesiące. Po ponad 2 latach w poprzedniej pracy... jest progress 💪😉
💜masz prawo sprawdzać i badać swoje własne granice, to gdzie Ci dobrze, a gdzie niewygodnie. Może dzięki temu zaczniesz szukać tam, gdzie Ciebie chcą, doceniają, szanują, a nie tam, gdzie musisz się wciąż starać, "doskakiwać", stawać na głowie i gimnastykować się za ochłapy emocjonalnej przynależności.
💜nie musisz być pomidorówką. Kapuśniak i ogórkowa jak dla mnie są dużo smaczniejsze, a czasem wystarczy chłodniczek. 😁 Są miejsca gdzie pasujemy idealnie z naszymi talentami, temperamentem, przekonaniami i całą gamą barw, które mamy w sercu. Po co tracić energię na miejsca, gdzie trzeba się "poświęcać"?
Foteczka z wakacji w Maroko, chciałam się wpasować w klimat 😆