15/09/2026
Już prawie zrezygnowałam z tego pomysłu, bo kto normalny wiezie kieckę ślubną przez pół świata, nie mając gwarancji sesji zdjęciowej ani tym bardziej pogody?
I jak się cieszę, że coraz częściej myślę „ch*j, robię to” słuchając tylko tego co w środeczku - mojej ukochanej, oddanej intuicji. 🫶
Bo pogoda była i sesja też (a nawet kilka), a te spontaniczne zdjęcia w odbiciach są jednymi z ulubionych. Na tym samym tarasie naszego drewnianego domku widzieliśmy tego wieczoru ogromną, tańczącą zorzę polarną! 💚 magia.
I tak sobie myślę... Czy ktokolwiek doświadczył uczucia „jestem w bajce!” postępując wyłącznie chłodno, logicznie, opłacalnie i zgodnie ze schematem? Czy nutka szaleństwa nie jest przypadkiem recepturą?
😌