01/09/2026
Na próbę kupiłem (GŻ) książkę "Beach tatting", żeby wprowadzić do sprzedaży, ale, oj!, nie trafi do sklepu! Nie dam rady zmusić się do handlu tą pozycją.
"Beach tatting", czyli "Plażowe frywolitkowanie" (albo "Frywolitka dla dziwek", nie jestem lingwistycznym orłem) zawiera kilkanaście wzorów koronek. Jak na oczekiwaną cenę kwota wydaje się wygórowana, ale nie to jest wstrząsające. Otóż część z prac zaprezentowana została na żywym organizmie. Konkretnie na stopie. No i ta stopa jest według mnie jakaś taka nieksiążkowa... Albo modelka chodziła po wapnie i nie umyła, albo to grzyb.
Pani autorka klepała se w klawiaturę, klepała, nagle powiedziała: "Mamo, wróciłaś już z karate?! Piszę właśnie dzieło mojego życia. Weź nałóż bransoletkę, zrobię zdjęcie, bo potrzebuję do książki". No i mama bez wahania zdjęła kapcia, nałożyła robótkę, a córka cyknęła.
Jestem skonsternowany, więc pytam o zdanie. Czy Wy, drogie Panie, myjecie nogi, jak piszecie książki?
Książkę chętnie oddamy w diabły. Dopóki będzie u nas, będę miał odruch, żeby nieustannie przecierać kurz na półce, gdzie stoi. Przy okazji zamówienia możecie poprosić o dołożenie.