17/07/2026
Dzień dobry wieczór 🤜🪿🤛
❓Czy przerysowany slasher nagrywany amatorską kamerą VHS może stać się najlepszą rzeczą, jaką przeczytacie w tym roku? Zderzenie kiczowatej estetyki z krwawą rzeczywistością potrafi zrodzić potwora… lub geniusza. Dać się porwać tej fali, czy zachować bezpieczny dystans?
🎬 No i niech to gęś kopnie — to jest po prostu GE-NIAL-NE! Na warsztat trafia dziś pierwszy zeszyt absolutnie bezkompromisowej serii „Wściekłe Pięści Gąsiora #1” (czyli anglojęzyczne „Death to All Slashers”) od wydawnictwa Diablaq, za którą w pojedynkę stoi Przemysław R. Dedelis. Moje oczekiwania były spore już po obejrzeniu pierwszych wrzuconych do sieci kadrów, ale to, co dostałem w tych czterdziestu stronach, całkowicie przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Nastawiałem się na dobrą rozrywkę, a dostałem popkulturowy nokaut.
📹 Fabuła rzuca nas prosto w wir życiowych niepowodzeń Bianki Romero. Dziewczyna nie dostaje się do szkoły filmowej ani do elitarnej Ligi Final Girls, więc postanawia wziąć sprawy – oraz potężny łom – we własne ręce. Wpada na genialny biznesplan: zostanie niezależną łowczynią zamaskowanych psychopatów z horrorów, a każdą krwawą potyczkę nagra na wideo, by zmontować z tego autorski film. W tej szalonej misji pomaga jej gotycka siostra oraz Gustav – zaprzyjaźnionego gąsior, który okazuje się mistrzem sztuk walki i najbardziej bezwzględnym mentorem, jakiego nosiła ta ziemia.
🩸 Co tu najbardziej zagrało? Wszystko! To idealnie skrojony miks, w którym – jak to mawia sam autor – czuć ducha „Evil Dead” i dynamikę rodem z „Dragon Ball Z”. Relacje między bohaterami iskrzą od pierwszych kadrów, a humor oparty na świadomym łamaniu czwartej ściany i parodiowaniu slasherów rozbija bank. Przede wszystkim jednak zachwycają smaczki kulturowe oraz potężna dawka nostalgii za erą kaset wideo. Prawdziwą bombą są też dwie wersje językowe — komiks funkcjonuje równolegle po angielsku i polsku, a każda z nich ma swoje własne, unikalne i kapitalnie rozpisane żarty, przez co ma się ochotę chłonąć tę historię wielokrotnie.
🪓 Żeby jednak nie było tylko cukierkowo – przy tak zawrotnym tempie i potężnej dawce adrenaliny, formuła krótkiej „zeszytówki” rodzi ogromny dylemat. Akcja pędzi tak szybko, że finał zostawia nas z potężnym niedosytem, a rytm narracji momentami potrafi delikatnie zgubić swój klasyczny krok. I tu wracamy do pytania o amatorską taśmę i krwawą rzeczywistość: czy lecieć w te pędy na platformę Webtoon, by natychmiast czytać dalej po angielsku, czy też cierpliwie czekać na fizyczny, drugi zeszyt po polsku? Ta zachłanność to jedyny realny minus tego wydania.
🎨 Wizualnie Przemysław R. Dedelis dostarcza nam absolutne arcydzieło dynamicznej kreski. Kadrowanie, ekspresja postaci oraz genialnie nałożone kolory to światowy poziom, który idealnie oddaje drapieżną energię amerykańskich komiksów z lat 90. Każda plama krwi i każdy cios Gustava są rozrysowane z taką pasją, że niemal słychać świst powietrza. Oprawa graficzna to po prostu czysta, wizualna anarchia!
🍿 Ostateczny werdykt? „Wściekłe Pięści Gąsiora #1” to bezkompromisowy, popkulturowy rollercoaster, który wjeżdża z buta w polski rynek komiksowy. Ten tytuł nie bierze jeńców, a metafora amatorskiej taśmy idealnie oddaje serce włożone w ten projekt. Ja ostatecznie zrobię tak, że najpierw pochłonę dalsze losy na Webtoonie, a potem z dziką rozkoszą kupię fizyczny numer dwa po polsku, bo ten komiks zasługuje na to, by czytać go wielokrotnie… i głośno o nim trąbić! Gę! Gę! Gę!
[Materiał zawiera lokowanie komiksu, który bezczelnie i bez pytania wylądował na mojej półce dzięki uprzejmości wydawnictwa Diablaq. Spokojnie, nikt nie przyłożył mi piły mechanicznej do gardła – moja opinia jest całkowicie niezależna, a krew, pot i zachwyty wylewane w tej recenzji są w pełni autentyczne.]