13/04/2026
W weekend, czyli 11–12 kwietnia, załamały się rozmowy USA–Iran w Islamabadzie. Po tym USA ogłosiły, że od 13 kwietnia, godz. 10:00 ET zaczną egzekwować morską blokadę ruchu do i z irańskich portów. To ważne rozróżnienie: nie ogłoszono formalnego zamknięcia całej Cieśniny Ormuz dla całego świata; przejście dla statków niezwiązanych z Iranem ma pozostać dozwolone, ale rynek i armatorzy i tak traktują sytuację jako bardzo groźną.
Iran odpowiedział ostrzeżeniem, że zbliżanie się okrętów wojennych do rejonu cieśniny uzna za naruszenie rozejmu i zagroził „surową” reakcją. W praktyce już dziś widać ostrożność armatorów: część tankowców omija rejon albo zwleka z wejściem, więc nawet bez pełnego zamknięcia same ryzyko militarne i logistyczne podbija ceny.
Dlaczego rynek reaguje tak nerwowo? Bo Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych punktów przesyłowych świata — przez ten korytarz przechodzi około 20% globalnych dostaw ropy i gazu. Reuters podaje też, że nowa blokada może odciąć około 2 mln baryłek dziennie irańskiej ropy od rynku światowego. Dlatego już po weekendzie Brent skoczył o ponad 7%, wracając powyżej 100 USD za baryłkę, a WTI zbliżyła się do 104 USD.
Co to oznacza dla cen ropy? Na ten moment kierunek jest wzrostowy. Dopóki nie będzie realnej deeskalacji albo nowego porozumienia, rynek będzie wyceniał „premię wojenną”. Trochę łagodzi to fakt, że inni producenci z Zatoki nadal część eksportu utrzymują, a Arabia Saudyjska przywróciła pełną przepustowość rurociągu East-West, ale to raczej ogranicza skalę paniki, niż odwraca trend.
Co z benzyną? Benzyna zwykle reaguje z opóźnieniem wobec skoku ropy i kursu dolara, więc na stacjach nie zawsze widać to od razu tego samego dnia. W Polsce jako punkt wyjścia na 13–19 kwietnia e-petrol pokazywał jeszcze Pb95 w okolicach 6,10–6,19 zł/l, przy średniej 6,19 zł/l z 8 kwietnia. Nasza ocena jest taka, że po weekendowej eskalacji ryzyko dalszych spadków benzyny wyraźnie maleje, a bardziej realny staje się ruch w górę albo co najmniej zatrzymanie obniżek.
Co z gazem? LPG / autogaz / propan-butan, to tu sytuacja wygląda nawet bardziej nerwowo niż przy benzynie. Reuters podał, że wskutek wcześniejszych zakłóceń na Bliskim Wschodzie eksport LPG z regionu w marcu spadł o 73%, a Azja mocno zwiększa zakupy LPG z USA, co podbija premie i ściska dostępność ładunków. W Polsce e-petrol już przed tym weekendem pokazywał LPG na 3,83–3,92 zł/l, przy średniej 3,84 zł/l, więc po obecnej eskalacji LPG ma większą presję wzrostową niż Pb95.
Najkrócej: w weekend nie doszło do uspokojenia, tylko do nowej eskalacji. Dla rynku oznacza to:
ropa — presja na dalsze wzrosty, dopóki blokada i groźby odwetu są aktualne;
benzyna — w Polsce raczej koniec obniżek i rosnące ryzyko podwyżek w kolejnych dniach;
LPG / propan-butan — największe ryzyko dalszych wzrostów, bo ten rynek już wcześniej był mocno napięty.