01/03/2022
WItajcie we wtorek 😊
Dziś opowiem Wam o tym, jak to wszystko się zaczęło….
Rysuję, maluję, tworzę od dziecka. Gdy byłam młodsza miewałam mulinę czy szydełko w rękach, ale nigdy nie wkrecilam się w to bardziej... Jakieś 3 lata temu zauroczyły mnie piękne pejzaże wyszywane na tamborkach przez Verę Shimunię...
Na początku obserwowałam i postanowiłam, że jak tylko będę miała więcej czasu to spróbuję. I zaczęłam :D Gdy wybuchła pandemia a ja zaczęłam chodzić na rehabilitację i znalazłam na to czas. Wyszywanie było dla mnie wtedy jak medytacja - dawało mi wytchnienie i sprawiało, że mój umysł się wyłączał. Tak jest nadal było to w marcu 2020 roku
Na początku i przez bardzo długi czas wyszywałam zwykłymi nićmi – możecie sobie wyobrazić, ile zajmowało mi to czasu :D Nie miałam wtedy muliny… Do wyszywania używałam nici mojej mamy, których w domu było pod dostatkiem 😊 Pierwszy obrazek powstał na płótnie kupionym w Action. Wkręciłam się i tak sobie wyszywałam aż pewnego pięknego dnia w zeszłym roku stwierdziłam, że może spróbuję wyszywać na czymś, co jest praktyczne, co można nosić – i tak powstały moje pierwsze czapki…. I kolejne 😊 a ja dalej wyszywałam nićmi :D W końcu stwierdziłam, że tak nie może być i kupiłam ogromną paczkę muliny w kolorach dmc, bobinki, igły do wyszywania i pierwsze tamborki, które na początku służyły mi bardziej do stabilizacji haftu – i pierwszy obrazek typowo na tamborku, który być może kiedyś tu pokażę 😊
Chyba musiałam dojrzeć do tej decyzji, bo mulina zawsze wydawała mi się problematyczna, a to dlatego, że musiałam się nauczyć z nią pracować i przestać się bać rozdzielania jej na części pierwsze 😊
Na tym profilu staram się wrzucać prace od początku i chronologicznie przeplatając je pracami nowszymi i starymi rysunkami.