04/06/2026
Dziś duszny dzień, a więc przychodzę do Was ze słowem o wydanej właśnie przez wydawnictwo Karakter "Duszności" Violette Leduc.
Autofikcja jest ostatnio na rynku wydawniczym szeroko reprezentowana, ale rzadko zdarza mi się podczas lektury książek z tej kategorii doznawać tak intensywnie rozpiętych pomiędzy rozbieżnościami uczuć. Brnęłam przez tę tycich raczej rozmiarów, ale nafaszerowaną gęsto mikrohistoriami opowieść: zadziwniona, zasmucona, przestraszona, zafascynowana, napięta, zdezorientowana, zniesmaczona, zakochana w konstrukcji i poetyce zdań, by po kilku wieczorach, zamknąć książkę i chcieć ją natychmiast przeczytać ponownie! Główna bohaterka przyskrzyniła mnie w głowie i osadziła w swoim skrępowanym konwenansem ciele, stałam się na chwilę opuszczoną emocjonalnie przez matkę, znajdującą ukojenie w ramionach żyjącej/umarłej babki, obdarzoną niesamowitą empatią i wyobraźnią, w której można (a czasem trzeba) się schronić, dziewczynką. Ta dziewczynka w prozie Leduc "nie przystaje" do wyobrażeń i aspiracji matczynych, jest nieprzystojna, jest "niemożliwa" w tym najgorszym sensie - jest balastem, udręką, potworem.
Narracja układa się tu w achronologiczny ciąg wspomnień - obrazów/scenek, czasem przypomina zapis snu, co wymaga od osoby czytającej nieustającej czujności. Nie zawsze wiadomo, co jest rzeczywiste, a co tylko (albo aż) przez narratorkę wyobrażone. Przemyka nam przed oczami plejada epizodycznych, ale barwnych (zostawiających ślad w czytelniczej pamięci) postaci, których interakcje są czasem ciepłe, ale częściej naznaczone strachem, wstydem, głodem i różnymi tęsknotami. Autorka nie boi się dotykać w swojej powieści tematów tabu w relacji dorosły - dziecko. Często zastanawia się nad mechanizmami, dzięki którym jesteśmy w stanie utrzymywać się w niespokojnym nurcie życiowych przygód na powierzchni. Konstatuje: "[...] wszystko wydaje się możliwe, gdy ktoś wyprowadza nas z nas samych". Taką dźwignią w kierunku tego, co transcendentne, może być fantazja (również zabawa), odmienne stany świadomości, sztuka. Kiedy indziej czytamy: "Istniałam tylko dla siebie, i to było monotonne". Bo w świecie Leduc ważne jest być dostrzeganym, widzialnym, być dla Innego istotnym, a także móc zbudować coś trwałego - dom.
To proza wymagająca, nieposkromiona, dziwaczna, czasem męcząca i - jak sam tytuł wskazuje - duszna, ale zarazem olśniewająca, wspaniale przetłumaczona z francuskiego przez Jacka Giszczaka, po prostu piękna!
Polecam.
VuWu
[Violette Leduc, "Duszność", przełożył Jacek Giszczak, Wydawnictwo Karakter]