EZB Craft - blogosfera

EZB Craft - blogosfera odnawianie renowacja stylizacja tworzenie mebli

01/06/2026

Jutro premiera nowej szafki - zapraszamy na profil po więcej zdjęć i opis!

Ta szafka kojarzy mi się z czymś, co mogłoby stać w mieszkaniu kobiety, która pali cienkie papierosy przy otwartym oknie...
23/05/2026

Ta szafka kojarzy mi się z czymś, co mogłoby stać w mieszkaniu kobiety, która pali cienkie papierosy przy otwartym oknie i ma za dużo książek na parapecie. Trochę z nocą. Trochę z ciszą po deszczu.

Ten front nie jest „ładny” w oczywisty sposób. On jest bardziej filmowy. Jak kadr z czegoś starego — Wong Kar-Wai, może trochę „In the Mood for Love”, tylko mniej czerwieni.
Kojarzy mi się też z cieniem liści na ścianie, ciemną herbatą, perfumami w ciężkiej butelce, mieszkaniem, gdzie świeci tylko jedna lampa.

I właśnie dlatego ten front działa — bo on nie jest „miły”.
Ma coś z miedziorytu: te ciemne przejścia, lekko postarzone światło, gałęzie wyglądające jak ryte ręką, nie drukowane komputerowo. Jak ilustracja z książki, której ktoś dotykał przez 40 lat.

A z Łempicką kojarzy mi się przez charakter, nie przez styl dosłownie. To nie jest romantyczny mebel. Bardziej ktoś, kto siedzi bokiem do całego pokoju i nawet nie próbuje się podobać wszystkim. Trochę chłodny. Trochę wyniosły. Elegancki, ale taki „na własnych zasadach”.

I chyba dlatego ten Sky of Warsaw tu siadł — bo on nie ociepla tego frontu na siłę. Nie robi z niego przytulnego mebla z Instagrama. Zostawia ten dystans i odrobinę niewygody.
I totalnie nie widzę jej w jasnym skandynawskim wnętrzu. Bardziej w miejscu, gdzie są ciemne zasłony, drewno, trochę bałaganu i muzyka puszczona za cicho.




13/05/2026
Tak przy okazji fotela z Wiedźminem, Zuza zrobiła stolik/skrzynię, która od jakiegoś czasu pełniła funkcję stolika w sal...
10/05/2026


Tak przy okazji fotela z Wiedźminem, Zuza zrobiła stolik/skrzynię, która od jakiegoś czasu pełniła funkcję stolika w salonie. Kupiłam ją, bo miała fajny kształt i widziałam w niej potencjał. No i te szufladki - miodzio. Niestety, poza tym, że była zasmarowana na biało farbą olejną (trudno nazwać malowaniem te wszechobecne zacieki i brak staranności wykonania), miała też w blacie dziurę - zerwane drewno na słojach zapadło się do środka i przez tę szparę można było włożyć rękę. Albo nogę.

I z tym chyba było najwięcej dłubania. Po oskrobaniu całości okazało się, że drewno to nie byle co, tylko palisander (yoopi!). Czyli stolik prawdopodobnie z Indii albo Bali. Na to wskazywałyby użyte do zbijania gwoździe. Dziurę, gdy już wydłubałyśmy z niej farbę, zalałyśmy żywicą w kolorze czarnym i powiem Wam, że nie spodziewałam się, że wyjdzie to tak zacnie. Żywica dała radę. Całość wzmocniłyśmy, zastosowałyśmy śruby i kołki.

Całość zalakierowałyśmy lakierem poliuretanowym, który pięknie wydobył usłojenie palisandru. Zawiasy oryginalne, pomalowane na czarno, bo w bieli wyglądały dość biednie. No i poszalałyśmy w uchwytach - gdy nam się znudzą, zawsze można je zmienić, ale ten zestaw, jak na razie, radzi sobie dobrze. Szufladki mieszczą różne drobiazgi i bibeloty, a druga połowa, z otwieraną klapą, mieści nasze rodzinne planszówki. I mucha nie siada :)

To nie jest mebel na sprzedaż. Prezent, robiony po kryjomu, po cichu, żeby się nie wydało. Zaczęło się od starego mebla,...
04/05/2026

To nie jest mebel na sprzedaż.
Prezent, robiony po kryjomu, po cichu, żeby się nie wydało.
Zaczęło się od starego mebla, który ktoś zostawił na śmietniku.
U nas rozebrany i zrobiony od nowa, w trzy osoby.
Marek – drewno - zdzieranie starych warstw, szlifowanie, bejcowanie, lakierowanie.
Ja – tapicerka.
Zuza – ręczne szycie.

Na oparciu postać, której nie trzeba przedstawiać.
Wiedźmin, jak z sagi.
Zsiadł z konia i stoi tyłem do zachodzącego słońca, żeby nie patrzeć na ten kicz. A może właśnie zaraz rozpali ogień i zacznie szykować mikstury przed walką? Albo szarpie nim tęsknota za tą, co pachnie bzem i agrestem? Kto go tam wie.
Grafika przygotowana i wydrukowana specjalnie pod ten jeden egzemplarz. Dla wyjątkowej osoby :)

Drodzy wszyscy, którzy tu zaglądacie!Z okazji Świąt Wielkanocnych życzymy Wam zdrowia, radości spokoju. Niech ten czas b...
04/04/2026

Drodzy wszyscy, którzy tu zaglądacie!

Z okazji Świąt Wielkanocnych życzymy Wam zdrowia, radości spokoju. Niech ten czas będzie będzie dla Was chwilą oddechu — bez pośpiechu, bez presji, bez listy rzeczy do odhaczenia. Taki, w którym można trochę zwolnić i pobyć z bliskimi albo po prostu ze sobą.

Alleluja!
Ewa i Zuza, czyli EZB Craft

Babcia Antosia była jak z braci Grimm.Mieszkała na górze. Nie w przenośni — naprawdę na górze. Dobra godzina marszu. Szł...
26/03/2026

Babcia Antosia była jak z braci Grimm.

Mieszkała na górze. Nie w przenośni — naprawdę na górze. Dobra godzina marszu. Szło się do niej przez las, przez pola, przez łąki. Nikt nie sypał nam okruszków — pamiętałyśmy drogę. Nie było dojazdu, nie było autobusu. Był dom — drewniany, dwa pokoje, kuchnia i sień. Kącik z wanną za parawanem, wychodek za domem, który zimą uczył pokory lepiej niż cokolwiek innego.

Ania, moja siostra, przypomniała mi, że w jednym z pokoi stała szafa. Trzydrzwiowa, ciężka, solidna. W środku — rzeczy poukładane równo, po żołniersku. Spędzałyśmy u babci każde ferie, wakacje i święta i ta szafa była naszym poligonem. Grzebałyśmy w niej zapamiętale — trochę z ciekawości, trochę z potrzeby odkrywania cudzych sekretów. Fascynujących i zakazanych. I jakoś tak po kawałku wyłaniało się z nich życie babci.
— Krucafuks, psiekrwie jedne! — mówiła babcia na to nasze grzebanie. A może tylko się uśmiechała — nie pamiętam już.

Wśród tych grzebaninowych skarbów utknęła mi w głowie jedna rzecz — zielono-oliwkowa narzuta w zawijasy, lekko połyskująca. Piękna. Lubiłam patrzeć, jak wzór się przeplata, jak się mieni, jak wypełnia całą powierzchnię. Zamykam oczy — i wciąż ją widzę.

A szafka? Jest. Odbija światło w patynowych złoceniach. Snuje wzór na szufladach. I po prostu wygląda.

Dziś szkatułka, którą ostatnio skończyłam. A przy okazji migawka z dzieciństwa o Józku Oczko.Nie wiadomo, kim był ani sk...
18/03/2026

Dziś szkatułka, którą ostatnio skończyłam. A przy okazji migawka z dzieciństwa o Józku Oczko.

Nie wiadomo, kim był ani skąd się wziął. Podobno ze Śląska.
Mama mówiła, że siedział we więźniu. Może i tak było — miał tatuaże, jakieś syreny czy coś. Już dokładnie nie pamiętam, ale trochę tych dziar było.
Józek pomieszkiwał kątem u mojej babci przez jakiś czas.
Kumpel mojego wujka, który do grzecznych nie należał. Może poznali się w więzieniu, a może gdzieś na robocie. Wujek był globtroterem i trochę wszystkim naraz — szewcem, muzykiem, autobusistą — i ściągał do domu różnych ludzi. Jedni zostawali na chwilę, inni na całe tygodnie.
Józek był spoko.
Przywoził krzyżyki - zawieszki na szyję z jakiejś niebieskiej masy i szkatułki intarsjowane prasowaną słomą, w geometryczne wzory. Trochę odpustowe, ale nie dało się od nich oderwać wzroku.

Jedna z jego szkatułek stała u nas na meblościance przez lata.
Mama trzymała w niej wszystko, czego się nie wyrzuca: listy, papiery, laurki od nas. Rzeczy, które z czasem przestają mieć znaczenie „praktyczne”, ale nie przestają być potrzebne. Kartki już się nie składały tak jak kiedyś, rogi odstawały, coś się przesuwało. Jakby ten porządek, który miał sens na początku, z czasem się rozluźniał.
I nie wiem, co się stało z tą szkatułką.
Ani z Józkiem.

Był taki czas w moim życiu, kiedy mieszkałam… w szkole. A konkretnie w szkolnej klasie.Przy okazji nowych szafek kartote...
11/03/2026

Był taki czas w moim życiu, kiedy mieszkałam… w szkole. A konkretnie w szkolnej klasie.
Przy okazji nowych szafek kartotekowych przypomniała mi się ta historia, więc się nią z Wami podzielę — bo wiem, że lubicie to moje pisanie, Wy, którzy tu wpadacie.

Dla wielu z Was to pewnie brzmi dziwnie, ale to fragment mojego życia — nie traumatyczny, raczej osobliwy; i podejrzewam, że drugiej osoby, która mieszkała w szkole, prędko nie spotkacie (chyba że znacie moje siostry — wtedy chapeau bas).

Kryje się za tym w gruncie rzeczy nieskomplikowana historia. W oczekiwaniu na mieszkanie służbowe zaadaptowano nam klasę na mieszkanie. Pusta sala, do której zwieźliśmy swoje meble. Z meblościanek powstały ściany działowe, umowne granice prywatności. Architektura z konieczności.

Nomen omen, jedną z zalet mieszkania w szkole było to, że trudno było zaspać na pierwszą lekcję. Dzwonek szkolny obudziłby trupa. Ale to już inna historia.

Po lekcjach szkoła pustoszała i korytarze były nasze. Można było zjeżdżać po poręczy, włóczyć się bez celu, a na sali gimnastycznej robić nieprzyzwoitą liczbę fikołków na materacu.

Najbardziej lubiłam wakacje. Szkołę ogromną, pustą — i moją. Mama opiekowała się szkolną biblioteką. W wakacje pomagałam przy książkach: katalogowanie, ustawianie na półkach, oprawianie w szary pakunkowy papier. Klej, farba drukarska, kurz. Zapachy dzieciństwa. Dni — zwłaszcza te deszczowe — spędzone na wyszukiwaniu, porządkowaniu, ustawianiu na półkach. I czytaniu.

Biblioteka była ciemna. Wąska klitka zastawiona regałami, z oknem od północy. Światła wpadało niewiele, bo leszczyny sięgały pierwszego piętra i skutecznie odcinały świat zewnętrzny od królestwa książek. Szum deszczu w liściach, zapach burzy i cisza.

I szafki kartotekowe. Małe szufladki na fiszki, karty książek. Każda prowadziła do jakiejś historii — mały porządek świata zamknięty w drewnie. Kiedy później zobaczyłam Kingsajz, Szuflandia wydała mi się dziwnie znajoma — trochę jak bajka o świecie, w którym mieszkałam. Rząd małych szufladek, z których każda skrywa swój mikrokosmos.

Może dlatego mam do nich taką słabość. Lubię dotykać tego starego drewna i wyobrażać sobie ich drogę — ile fiszek przechowały, ile nazwisk, ile zapomnianych tytułów. Szlifuję je powoli, z troską, żeby dobrać się do słojów. Każdą szufladkę wykładam zielonym filcem — luksusem, którego pewnie nigdy wcześniej nie zaznały. I kiedy są gotowe, mam wrażenie, że to nadal Szuflandia. Tylko trochę bardziej osobista.

Wszyscy Takie maleństwo w przybrudzonej bieli i złocie, vintage glamour. Jutro opuszcza nasz warsztat i jedzie do nowego...
25/02/2026

Wszyscy
Takie maleństwo w przybrudzonej bieli i złocie, vintage glamour. Jutro opuszcza nasz warsztat i jedzie do nowego domu.
Bardzo się polubiłyśmy w tej przygodzie ze stylizacją :)
Dajcie znać, co myślicie o takich klimatach!

Adres

Radzikowskiego 63
Kraków
31-315

Godziny Otwarcia

10:00 - 18:00

Telefon

+48519054262

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy EZB Craft - blogosfera umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do EZB Craft - blogosfera:

Udostępnij