Antyki Galicja

Antyki Galicja Ponadczasowe obiekty z minionych epok. Vintage, antyki, sztuka i polski design.

Kraków z trochę innej strony. Co zobaczyć, jeśli zamiast kolejnego zdjęcia pod Sukiennicami interesuje Was historia sztu...
13/09/2026

Kraków z trochę innej strony. Co zobaczyć, jeśli zamiast kolejnego zdjęcia pod Sukiennicami interesuje Was historia sztuki, rzemiosła i codziennego życia?
Zaczęłabym od Galerii Rzemiosła Artystycznego w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie. To duża kolekcja przedmiotów powstających od wczesnego średniowiecza po połowę XX wieku. Są tu między innymi ceramika, szkło, srebra, meble, tkaniny, ubiory i przedmioty związane z codziennym życiem. Poszczególne sale pokazują kolejne epoki i zmieniające się wraz z nimi sposoby wykonywania oraz używania przedmiotów.
Na Wawelu zajrzałabym do Gabinetu Porcelanowego. Wystawa prezentuje ponad 400 przedmiotów z miśnieńskiej manufaktury, założonej przez Augusta II. Są wśród nich porcelanowe naczynia i figury, a także monumentalne „Ukrzyżowanie” Johanna Joachima Kaendlera. Ciekawie widać tu również wpływy sztuki Dalekiego Wschodu, szczególnie japońskiego stylu Kakiemona.
Będąc na Rynku Głównym, zajrzałabym też do Pałacu Krzysztofory. Trwa tam wystawa „Kunszt i fach. Kraków rzemieślników”, poświęcona ludziom, których praca przez stulecia była częścią życia miasta. Wystawa pokazuje świat dawnych rzemieślników i ich wpływ na Kraków. Można ją oglądać do 25 października 2026 roku.
Potem skierowałabym się do Kamienicy Szołayskich przy placu Szczepańskim. Znajduje się tam wystawa „Przedmioty. Galeria designu polskiego XX i XXI wieku”, obejmująca polskie wzornictwo od Młodej Polski i modernizmu, przez dwudziestolecie międzywojenne i PRL, po współczesność.
Od 11 września można tam również oglądać nową wystawę „Picasso i pikasiaki. Nowoczesna ceramika”. Pokazano sześć półmisków Pabla Picassa oraz polską ceramikę autorską i fabryczną. W połowie lat 50., po politycznej odwilży, projektanci zaczęli szukać nowych form. Powstawały naczynia o asymetrycznych kształtach, mocnych kolorach i abstrakcyjnych dekoracjach. Z czasem zaczęto nazywać je „pikasiakami”. Wystawa będzie czynna do 7 lutego 2027 roku.
Jeśli interesuje Was sztuka dawna, rzemiosło i wzornictwo, warto zwiedzać Kraków bez pośpiechu. Zwracać uwagę na przedmioty, które łatwo minąć w drodze do kolejnego zabytku. Właśnie w takich szczegółach Kraków wydaje mi się najciekawszy.

W związku z tym, że w naszym sklepie jest sporo szkła pochodzącego z Karlowych Warów, chciałabym przedstawić dzisiaj Pań...
12/09/2026

W związku z tym, że w naszym sklepie jest sporo szkła pochodzącego z Karlowych Warów, chciałabym przedstawić dzisiaj Państwu niezwykłe miejsce, które właśnie tam się znajduje. Wśród naszych przedmiotów można znaleźć między innymi wazony i szkło dekoracyjne w pięknych odcieniach błękitu, żółci, fioletu, a także charakterystycznych, herbacianych barwach. I właśnie przy okazji tych przedmiotów warto zajrzeć na chwilę do historii samego miasta.
W samym sercu Karlowych Warów znajduje się Grandhotel Pupp, jeden z najstarszych hoteli tego typu w Europie. Jego historia zaczęła się w 1701 roku, kiedy powstał tutaj tak zwany Saski sal, czyli miejsce przeznaczone dla balów i spotkań przyjeżdżającej do uzdrowiska arystokracji. Kilka lat później powstał również Czeski Sal, a okolica szybko stała się jednym z najważniejszych miejsc życia towarzyskiego Karlowych Warów.
Z historią tego miejsca wiąże się rodzina Puppów. Johann Georg Pupp przybył do Karlowych Warów jako młody cukiernik i z czasem, dzięki małżeństwu z Franziską Mitterbacher, wszedł w posiadanie części Czeskiego Sali. Rodzina stopniowo rozbudowywała swoje przedsięwzięcie, a nazwisko Pupp na stałe związało się z hotelarstwem.
Dzisiejszy Grandhotel Pupp ma jednak niewiele wspólnego z pierwotnymi salami. Obecny, monumentalny gmach powstał pod koniec XIX wieku. Uroczyste otwarcie odbyło się w 1894 roku, a kilka lat później hotel otrzymał charakterystyczną, neobarokową formę, którą znamy do dziś.
Przez kolejne dekady przewijali się tutaj arystokraci, artyści, politycy i ludzie świata kultury. Hotel stał się symbolem dawnego splendoru Karlowych Warów, miasta, które przez stulecia przyciągało europejskie elity.
I chyba właśnie dlatego tak lubię zestawienie tej historii z przedmiotami, które trafiają do naszego sklepu. Kiedy patrzymy na stary karlowarski wazon czy szklany przedmiot, łatwo pomyśleć o nim po prostu jak o pięknej rzeczy. A przecież za takimi przedmiotami stoi cały świat uzdrowisk, eleganckich hoteli, kawiarni, balów i podróży, który przez lata tworzył charakter tego niezwykłego miasta.

Dzisiaj post - poradnik. Jako, że w naszej kolekcji mamy setki okazów szkła, od czechosłowackich form art déco, aż po po...
09/09/2026

Dzisiaj post - poradnik. Jako, że w naszej kolekcji mamy setki okazów szkła, od czechosłowackich form art déco, aż po polskie projekty z lat 70. , chcemy podzielić się kilkoma zasadami, które pomogą zachować je w dobrym stanie przez kolejne lata.Przede wszystkim: szkło historyczne najlepiej myć ręcznie. Zmywarka, choć wygodna, nie jest dobrym rozwiązaniem dla starych i kolekcjonerskich przedmiotów. Wysoka temperatura, silnie zasadowe detergenty oraz cykle gorąca i wilgoci mogą z czasem powodować matowienie i uszkodzenia powierzchni.Do mycia najlepiej używać letniej wody i niewielkiej ilości łagodnego płynu, bez agresywnych dodatków, substancji ściernych, amoniaku, intensywnych zapachów czy barwników. Unikajmy druciaków, szorstkich gąbek i silnego szorowania. Po umyciu szkło warto dokładnie wypłukać i delikatnie osuszyć miękką ściereczką.Szczególnej ostrożności wymagają obiekty ze złoceniami, malaturą, emalią lub innymi dekoracjami nanoszonymi na powierzchnię. W przypadku szkła moserowskiego producent zaleca wyłącznie mycie ręczne, łagodne środki oraz unikanie kontaktu dekorowanych fragmentów z wilgotną ściereczką przez dłuższy czas. Złocenia mogą z czasem ulec uszkodzeniu lub zacząć się łuszczyć, dlatego nie należy ich szorować ani pozostawiać naczynia do suszenia złotym rantem skierowanym w dół.Ważne jest także przechowywanie. Szkło nie lubi gwałtownych zmian temperatury i przypadkowych uderzeń. Nie ustawiajmy kieliszków czy wazonów zbyt ciasno, a szczególnie chrońmy ich krawędzie, które są najbardziej narażone na wyszczerbienia. Przy przenoszeniu większych przedmiotów najlepiej chwytać je pewnie za stabilną część, a nie za cienką nóżkę, rant czy uchwyt.I jeszcze jedna ważna zasada: jeśli mamy do czynienia z bardzo starym szkłem, przedmiotem z pęknięciami, łuszczącą się dekoracją lub nieznaną wcześniejszą naprawą, lepiej nie eksperymentować z czyszczeniem. Czasem najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest delikatne usunięcie kurzu albo konsultacja z konserwatorem.Piękne szkło potrafi przetrwać dziesięciolecia. Wystarczy tylko odrobina ostrożności.

Dziś trochę podręcznikowo, ale z konkretnej okazji. 6 września 1973 roku w Warszawskich Zakładach Telewizyjnych rozpoczę...
06/09/2026

Dziś trochę podręcznikowo, ale z konkretnej okazji. 6 września 1973 roku w Warszawskich Zakładach Telewizyjnych rozpoczęto produkcję pierwszych polskich telewizorów kolorowych „Jowisz”. To dobry pretekst, by przypomnieć sobie historię telewizora w polskim domu.

Jeszcze w latach 50. odbiornik był czymś wyjątkowym i trudno dostępnym. W 1956 roku w WZT ruszyła produkcja „Wisły” opartej na radzieckiej licencji, a po niej „Belwederu”. W latach 60. telewizor zagościł w mieszkaniach na dobre – często kupowano go na raty, a na specjalnych stolikach lub w meblościankach stawały „Ametysty”, „Beryle” czy „Lazuryty”. Obraz był jednak czarno-biały.

Kolor zawitał do Polski na początku lat 70. 16 marca 1971 roku TVP rozpoczęła cotygodniową emisję w kolorze, a od 6 grudnia prowadzono ją na stałe w systemie SECAM. Odbiorniki były jednak luksusem. Początkowo domy dominowały radzieckie „Rubiny” – ciężkie (ok. 65 kg), prądożerne i awaryjne.

6 września 1973 roku z taśmy zjechał „Jowisz” – w większości polskiej konstrukcji i z krajowych podzespołów. Co ciekawe, początkowo miał nazywać się PAW („Pierwszy Aparat Wielobarwny”). Ważył około 32 kg, czyli o połowę mniej od „Rubina”.

„Jowisz” nie sprawił, że Polacy natychmiast porzucili czerń i biel. Przez całe lata 70. i początek 80. kolorowy sprzęt wciąż pozostawał kosztownym marzeniem, a czarno-białe ekrany nadal królowaly w wielu domach. Dopiero z czasem barwny obraz stał się standardem.

Misa „Makora” – Wulkaniczna faktura polskiego designu szkłaWersja na InstagramW świecie szkła artystycznego seria „Makor...
04/09/2026

Misa „Makora” – Wulkaniczna faktura polskiego designu szkła
Wersja na Instagram
W świecie szkła artystycznego seria „Makora” z krośnieńskiej huty to rozdział szczególny – zapis niezwykłej innowacji i technologicznej odwagi ostatnich dekad XX wieku. Prezentowana misa to coś więcej niż kosz na owoce; to rzeźbiarska forma, w której surowość wulkanicznej faktury spotyka się z wyrafinowaną głębią szkła warstwowego.

Kontrast nasyconego brązu z piaskową, strukturalną powłoką zewnętrzną sprawia, że obiekt „pracuje” ze światłem w niezwykle dynamiczny sposób. To klasyka polskiego modernizmu okresu transformacji, która w nowoczesnym wnętrzu staje się autonomicznym dziełem sztuki. Wyśmienity stan zachowania czyni z niej prawdziwy łakomy kąsek dla świadomego kolekcjonera.

Czy w Twoim wnętrzu jest jeszcze miejsce na tak zdecydowany akcent rzemieślniczej perfekcji?

Atrament, kałamarz i wieczne kleksy. Tak wyglądała dawna szkoła:Dzisiaj trudno sobie wyobrazić lekcję, na której dziecko...
03/09/2026

Atrament, kałamarz i wieczne kleksy. Tak wyglądała dawna szkoła:

Dzisiaj trudno sobie wyobrazić lekcję, na której dziecko nie ma pod ręką zwykłego długopisu. Wystarczy kliknąć i można pisać. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu sprawa wyglądała zupełnie inaczej. W szkolnych ławkach znajdowały się kałamarze, a uczniowie pisali piórami ze stalówkami zanurzanymi w atramencie.

Kałamarz był stałym elementem dawnej klasy. W wielu ławkach przygotowywano specjalne otwory, w których można było go umieścić. Dzięki temu nie stał na blacie i trudniej było go przypadkowo przewrócić. Oczywiście samo rozwiązanie nie gwarantowało bezpieczeństwa. Wystarczyła chwila nieuwagi, szturchnięcie ławki albo zbyt energiczne sięgnięcie po zeszyt i atrament lądował tam, gdzie zdecydowanie nie powinien.

Zanim pojawiły się stalówki, przez stulecia używano piór ptasich. Szczególnie cenione były pióra gęsie. Odpowiednio przygotowane i przycięte pozwalały pisać dość precyzyjnie, jednak wymagały regularnego ostrzenia i ponownego maczania w atramencie.

W szkole oznaczało to konieczność ciągłego pilnowania ilości atramentu na stalówce. Za dużo i na papierze pojawiała się wielka plama. Za mało i litery wychodziły blade. Do tego dochodziło rozmazywanie świeżego pisma. Dlatego uczniowie korzystali z bibuły, którą przykładano do zapisanej kartki, aby wciągnęła nadmiar atramentu.

Kleksy były częścią szkolnej codzienności. Atrament trafiał na zeszyty, ławki, ręce, a czasem również na ubrania.

Z czasem stalówkę zaczęło wypierać pióro wieczne, wyposażone we własny zbiorniczek na atrament. Prawdziwą rewolucją okazał się jednak długopis. Nie wymagał kałamarza, nie trzeba było co chwilę zanurzać końcówki w atramencie i przede wszystkim znacznie trudniej było nim zrobić kleksa.

Dzisiaj kałamarze i stare stalówki kojarzą się przede wszystkim z muzeami, dawnymi fotografiami i opowieściami naszych dziadków. Dla dzieci sprzed kilku pokoleń były jednak zwyczajnymi przyborami szkolnymi.

A ten charakterystyczny atramentowy kleks? Czasem wystarczył jeden, żeby cała strona zeszytu poszła na marne. 🙂

polska

Letni Wawel w pełnym rozkwicie i autentyczny KrakówWawelskie wzgórze lat ma wiele twarzy, ale dopiero w pełni lata, gdy ...
02/09/2026

Letni Wawel w pełnym rozkwicie i autentyczny Kraków
Wawelskie wzgórze lat ma wiele twarzy, ale dopiero w pełni lata, gdy historyczne mury toną w morzu kwitnących róż i żywych barw, odsłania swoją najbardziej zmysłową odsłonę. Spacer w tym otoczeniu, najlepiej tuż przed zachodem słońca, gdy złote światło miękko otula renesansowe krużganki, to rytuał o niemal terapeutycznej mocy.

To tutaj dawna potęga architektury spotyka się z ulotnym, naturalnym pięknem. Detal kamieniarstwa, zapach rozgrzanego słońcem muru i paleta barw ogrodów tworzą kompozycję, którą chce się nie tylko oglądać, ale i przeżywać wszystkimi zmysłami. Kraków potrafi zatrzymać czas, jeśli tylko pozwolimy mu się prowadzić.

A czy Ty masz swoje ulubione, skąpane w słońcu zakątki podwawelskiego wzgórza?

Porcelanowa „Żaba” Hanny Orthwein – Ikona polskiego New LookWersja na InstagramW świecie polskiego designu połowy XX wie...
01/09/2026

Porcelanowa „Żaba” Hanny Orthwein – Ikona polskiego New Look
Wersja na Instagram
W świecie polskiego designu połowy XX wieku, mała forma rzeźbiarska osiągnęła rangę sztuki przez duże „S”. Prezentujemy unikatową porcelanową figurkę „Żaby” projektu Hanny Orthwein – wybitnej wizjonerki związanej z Instytutem Wzornictwa Przemysłowego, wykonaną w Zakładach Porcelany Stołowej „Wałbrzych” w latach 60.

To nie jest zwykła figurka – to rzeźbiarska synteza, w której modernistyczna geometryzacja spotyka się z elegancką, obłą formą. Oszczędna dekoracja malarska podkreślająca anatomiczne linie płazu, w połączeniu z lśniącą, białą glazurą, tworzy dzieło o niezwykłej dynamice. Stan zachowania obiektu? Absolutnie wybitny. To rarytas, który w każdym wnętrzu mid-century modern stanie się punktem obowiązkowym.

Czy jesteście gotowi na tak wyrafinowany detal w swojej kolekcji?

Kraków, 1967: Modernistyczna ikona przy ulicy WesterplatteW architektonicznym pejzażu Krakowa istnieją obiekty, które de...
31/08/2026

Kraków, 1967: Modernistyczna ikona przy ulicy Westerplatte
W architektonicznym pejzażu Krakowa istnieją obiekty, które definiują całą epokę. Wznoszony w latach 1956–1963 jako sztandarowa inwestycja PTTK dawny „Dom Turysty” – dziś funkcjonujący jako Hotel Wyspiański – to absolutny majstersztyk powojennego modernizmu, w którym wielka skala spotyka się z wyczuciem miejskiej formy.

Spoglądając na ten kadr z 1967 roku, dostrzegamy siłę przemyślanej geometrii. Budynek zachwyca subtelnie wygiętą fasadą, która miękko wpisuje się w pierzeję ulicy Westerplatte. Rytmiczne podziały elewacji, czyste linie oraz szlachetne granitowe detale przy wejściu nadawały mu formę ponadczasowej elegancji. Jako największy obiekt turystyczny w Polsce tamtych lat – zdolny pomieścić blisko tysiąc gości – stanowił architektoniczny pomost między nowoczesnością a potrzebami rozwijającego się masowego podróżowania.

To nie była zwykła baza noclegowa. To był żywy organizm miejski. Wnętrza skrywały hotel dzienny, punkty usługowe, salę telewizyjną i przestrzenie, które tętniły życiem od rana do wieczora. Przez jego progi przewinęły się pokolenia – od uczestników szkolnych wypraw po zagranicznych gości szukających ducha nowej ery.

Dziś, gdy powojenny modernizm przeżywa swój zasłużony renesans w oczach kolekcjonerów i miłośników designu, dawny „Dom Turysty” przypomina o potędze funkcjonalnej estetyki. Czyż ta lekkość formy i szczerość materiału nie zawstydzają współczesnej, pośpiesznej architektury?

Ostatnio znów wybrałam się do Sandomierza, miejsca, do którego mam szczególny sentyment. To właśnie od pierwszej wizyty ...
30/08/2026

Ostatnio znów wybrałam się do Sandomierza, miejsca, do którego mam szczególny sentyment. To właśnie od pierwszej wizyty tutaj zaczęła się moja fascynacja historią. Pamiętam, że wtedy patrzyłam na stare kamienice, brukowane uliczki i zabytki przede wszystkim z ciekawością. Dzisiaj, kiedy wracam do Sandomierza, patrzę na nie już trochę inaczej. Zastanawiam się, kto chodził tymi samymi ulicami setki lat temu, czym handlowano na Rynku i jakie przedmioty wychodziły z warsztatów dawnych rzemieślników.

Sandomierz od średniowiecza był ważnym ośrodkiem handlowym. Jego położenie nad Wisłą sprzyjało rozwojowi handlu rzecznego. Przez miasto przechodziły szlaki prowadzące między Małopolską, Mazowszem, Rusią i innymi częściami kraju. Na sandomierskim rynku pojawiali się kupcy sprzedający między innymi zboże, sól, drewno, skóry, wosk i wyroby rzemieślnicze.

Równocześnie rozwijały się miejskie cechy. W Sandomierzu działali między innymi piekarze, rzeźnicy, szewcy, kuśnierze, kowale, garncarze i tkacze. Ich warsztaty znajdowały się w obrębie miasta, a wykonywane przez nich przedmioty służyły mieszkańcom przez wiele lat. Powstawały tutaj naczynia ceramiczne, narzędzia, okucia, zamki, wyroby metalowe, obuwie, odzież i przedmioty potrzebne w każdym gospodarstwie.

Kiedy dzisiaj oglądam stare przedmioty na rynku antyków, właśnie o tym myślę. Stara misa, żelazny klucz, mosiężny świecznik czy drewniana skrzynia mogą wydawać się niepozorne, jednak każdy z takich przedmiotów jest świadectwem dawnego życia. Możemy z nich dowiedzieć się, jak wyglądało wyposażenie domu, jakich narzędzi używano i jakie materiały były dostępne dla dawnych rzemieślników.

Sandomierski Rynek przez stulecia był miejscem, gdzie spotykały się handel i rzemiosło. W jego otoczeniu znajdowały się kramy, warsztaty i domy kupieckie. Towary trafiały tutaj zarówno od lokalnych producentów, jak i z odleglejszych regionów.

Właśnie takie szczegóły najbardziej przyciągają mnie w historii. Wielkie wydarzenia znamy z podręczników, ale to stare przedmioty pokazują codzienność ludzi, którzy żyli tutaj przed nami. A Sandomierz jest jednym z tych miejsc, gdzie tę codzienność można sobie wyjątkowo łatwo wyobrazić.

Adres

Długa 45/2a
Kraków
31-147

Telefon

+48789276787

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Antyki Galicja umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Antyki Galicja:

Skróty

Udostępnij

Kategoria