Antykwariat Nova Sarmatia

Antykwariat Nova Sarmatia Antykwariat w Krynkach Antykwariat Nova Sarmatia mieści się w Krynkach, niewielkim miasteczku na Białostocczyźnie.

Chcący nas odwiedzić, powinni, jadąc z Białegostoku drogą na Supraśl, minąć go i podążać dalej wygodną szosą przez lasy, by po około czterdziestu kilometrach wjechać wprost na największe rondo w Polsce (niegdyś krynczański rynek): przy zjeździe na Kruszyniany, zaraz po lewej stronie, ujrzą nasz sklepik, mieszczący się w drewnianym, pożydowskim pawiloniku (nieżyczliwi rzekliby: baraczku). Przed sklepem znajduje się obszerny plac, na którym śmiało można parkować. Od 1 kwietnia do 30 września sklep nasz jest otwarty w godzinach 11.00 – 18.00 w dni powszednie i 11.00 – 15.00 w niedziele. Poza tym sezonem zastaną nas Państwo na miejscu od 11.30 do 15.00, od poniedziałku do soboty. Chętni znajdą u nas specjalistyczne książki humanistyczne (filozofia, socjologia, politologia, psychologia, historia, etnografia, historia sztuki), klasykę literatury pięknej (poezja i proza), literaturę popularną (sensacja, horror), płyty winylowe, mapy, nuty, pocztówki, czasem zabytkowe dokumenty i ciekawostki lokalne, a także dobrą radę odnośnie zwiedzania okolicy, ciekawą rozmowę i dobry humor. Prosimy tylko nie zalecać się do bukinistki, bo nie lubi i zbywa ciętą ripostą. Jeśli jednak okaże się, że jest Państwu do nas za daleko, warto zaopatrywać się w naszym sklepie internetowym, znajdującym się pod adresem: www.antykwariat-ksiazki.pl

13/01/2024

❗️Nowa książka Anety Prymaki-Oniszk już w przedsprzedaży❗

Zarezerwujcie egzemplarz „Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia” 30% taniej.

📚 Doświadczenia mniejszości często nie mieszczą się w oficjalnej historii. W północno-wschodniej Polsce także niewiele wspominano o tutejszej białorusko-prawosławnej społeczności: bieżeństwie, powojennych przesiedleniach i zbrodniach, a zwłaszcza o napięciach międzywyznaniowych i etnicznych. Aneta Prymaka-Oniszk przełamuje to milczenie. Jeździ po podlaskich wsiach, rozmawia z mieszkańcami i historykami, czyta archiwalne dokumenty, a zdobytą wiedzę konfrontuje z mitami o stosunkach polsko-białoruskich. Pokazuje, co uformowało prawosławną mniejszość w okolicach Białegostoku, Bielska Podlaskiego, Hajnówki, Siemiatycz, Sokółki. Wszystko po to, by zrozumieć, co stało się osiemdziesiąt lat temu oraz jakie znaczenie nadaje się tamtym wydarzeniom dziś.

📖Jak pisze autorka: „O tym, że mój dziadek został zastrzelony w maju 1945 roku w swoim domu pod Kuźnicą, wiedziałam od zawsze. Przez »bandę«, dodawano ściszonym głosem. Nie kazano o tym milczeć, ale rozumiałam, że tak trzeba. […]
Powstała historia o pogranicznym sąsiedztwie i o wspólnym życiu. O tym, że jedni występują czasem przeciwko drugim, a potem wciąż żyją obok, w pozornej niepamięci. Dzieci siedzą razem w szkolnych ławkach i dzielą się na przerwach kanapką. Tylko ciocia Luda drży ze strachu, by nikt nie odkrył, że wśród nocnych napastników rozpoznała brata koleżanki.

Nie chodziło mi o rzucanie oskarżeń. Raczej o zrozumienie, co stało się osiemdziesiąt lat temu oraz jakie znaczenie nadaje się tamtym wydarzeniom dziś. »Myślisz, że ta opowieść coś zmieni?« – słyszałam często. Nie wiem. Trudno jest zmienić świat. Ale by proces mógł ruszyć, warto usłyszeć innych, a może przede wszystkim siebie i własną historię”.

➡ https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/kamienie-musialy-poleciec

31/07/2023

Szanowni!
W dniach 1.VIII.-6.VIII. antykwariat będzie zamknięty, jedziemy na wakacje. Zapraszamy w przyszłym tygodniu!

11/01/2023

Szanowni Państwo! Nasz antykwariat ma masywną awarię serwera: nie mam dostępu ani do sklepu, ani do poczty firmowej. Robimy, co w naszej mocy, żeby znów działało, ale póki co - mam nadzieję, że nasi klienci, którzy złożyli zamówienia w ostatnich dniach skontaktują się ze mną telefonicznie (tel. 509 681 943), bo nie wiem ani co Państwo zamówili, ani na jaki adres to wysłać!
Bardzo przepraszam za zaistniałą sytuację !!!

11/12/2022
Wieczorami lubię wędrować po rubieżach Miasta, ale nie znajduję więcej słów. Dziś ostatni wpis Antykwariatu Nova Sarmati...
29/08/2021

Wieczorami lubię wędrować po rubieżach Miasta, ale nie znajduję więcej słów. Dziś ostatni wpis Antykwariatu Nova Sarmatia.
Te zapiski stanowiły balustradę pomostu pomiędzy światami, które były, a tymi, które mogłyby się stać, które powinny się stać, i tym jednym, który niechybnie nadejdzie, co oczywiście nie jest tym samym. Gdy nadchodzi, balustrada to tylko ozdobnik zajmujący miejsce, bo wszyscy rozpaczliwie próbują, teraz lub za małą chwilę, przejść po tym moście, będącym właściwie tylko wątłą kładką. Są miejsca i są czasy, gdy rzeczywistości się sklejają jak książka, która wpadła do wody - może są tacy, którzy umieją wtedy pisać, ja do nich nie należę, żaden ze mnie Herbert.
W charakterystycznym warkocie wojskowych ciężarówek, który mieszkańcy Miasta nauczyli się już rozpoznawać, w urywanym nagle skowycie syren, obserwuję inne warstwy. Niestrudzone gąsienice motyli wędrujące wbrew kołom przejeżdżających aut z jednej strony drogi na drugą, ku pastwiskom. Późne kwiaty lebiodki, ściętej kosą, która postanowiła spróbować jeszcze raz, by wydać nasiona przed zimą. Lot czapli, robiących rozpoznanie, jak będzie, wyruszyć czy zostać? Wsłuchuję się w ledwie już słyszalne szepty, śmiechy, śpiewy i okrzyki tych, co tu przyszli, z Kaukazu i z Porzecza, z Krymu i z Mazowsza, tych, co tu żyli i nigdy nie odeszli całkiem, bo zostały po nich dzieci, bo została po nich wola. Czasem wydaje mi się, a może mam tylko nadzieję, że rozpoznaję wśród nich głos Niomki Fridmana.
I gdy tak patrzeć i słuchać, unosić się, pomaleńku, ponad dachy domów i świątyń, ponad późne, rdzewiejące ogrody, falującą, zielono-siwą sierść nadrzecznych wierzb, brzozy i trzmieliny, rżyska i ciemną toń rzeki, coraz wyżej, patrząc ze wzgórz na przestrzenie nie znające żadnych granic, na chmury i światło, widać, jak piękna jest ta kraina, jak tęskno, niewyobrażalnie wręcz piękna, że aż chce się żyć. Po prostu, tylko, żyć.
Lecz jest później, niż się wydaje.

Credit goes to Wrim for the mp3 of the song. You'll find their video and the link for the song here: http://www.youtube.com/watch?v=n0zNM76g6SoAnne Dudek sin...

Cały dzień lało, a o zmierzchu wyszłam na spacer pod wielkim niebem, na którym rozgrywał się nieprawdopodobny spektakl: ...
14/06/2021

Cały dzień lało, a o zmierzchu wyszłam na spacer pod wielkim niebem, na którym rozgrywał się nieprawdopodobny spektakl: na zachodzie błękit tak jasny, że aż niemożliwy, nie ma takiej barwy! Wśród pasm jaskrawej bieli, odciętych równo jak brzytwą, wirował różowo-kremowy chiński smok. Nade mną spomiędzy kędzierzawej grzywy, spoglądała dobrotliwie niebieskooka twarz lwa. Dalej na wschód wznosiły się baszty, zamki na skałach, biorąc i załamując światło zachodu, wciąż jeszcze spuszczając na ziemię warkocze deszczu.
Wędrując po tej krainie pomiędzy, zastanawiałam się, czy koniecznie musimy się definiować, utykać słomą i plastikiem powstające co i rusz pęknięcia w definicjach. Gdy argumentuję, konstruuję wywód logiczny, robię to zawsze według zasad łacińskiego prawa i lingwistyki. Gdy śpiewam, to przeważnie po rosyjsku.
Myślałam o rosyjskim bardzie Aleksandrze Wertyńskim, kijowianinie z polskim pochodzeniem, platonicznie zakochanym w Poli Negri. O najsłynniejszym polskim poemacie narodowym, nazywającym ojczyznę – Białoruś – Litwą. O próbach Sperańskiego reformy administracyjnej Syberii, reformie, która rozbiła się o przestrzeń, gdy społeczności koczownicze, znudziwszy się słuchaniem tej abstrakcji, odwróciły się i po prostu gdzieś sobie poszły. O niedawnej rozmowie w antykwariacie, w której było i o Turgieniewie, i o Klausie Kinskim, i o anarchizmie, i o pieleniu pasternaku.
- Warzywnik, antykwariat… - zapytał mój rozmówca, już w drzwiach – A co pani porabia w niedziele?
- Wyszywam – odpowiedziałam, zgodnie z prawdą.

Otworzyła usta, i to był koniec rozdziału.Rozdział drugi: otworzyła usta, ale zamiast zwyczajowego „dzień dobry!”, czy t...
18/03/2021

Otworzyła usta, i to był koniec rozdziału.
Rozdział drugi: otworzyła usta, ale zamiast zwyczajowego „dzień dobry!”, czy też „cieszę się, że cię widzę!” wydobył się z nich stek takich bzdur, zarzut tak absurdalny i nieprzystający do sytuacji, że - szlag mnie trafił!
Każdy rozsądny wie, że będąc trafionym, nie należy kontynuować rozmowy, nie należy też prowadzić samochodu, zdarzyć się wtedy bowiem mogą rzeczy najbardziej nieoczekiwane.
Rozsądku wystarczyło mi na jedno z dwojga.
Gdy opadła mgła przetykana ognistymi iskrami, przez którą przebijała się mętnie świadomość kłopotów z hamowaniem na zakręcie, dziwnych manewrów na parkingu i skrzypienia drzwi najbliższego sklepu spożywczego, stałam oparta o futrynę starej kotłowni na zapleczu antykwariatu, z zapalonym papierosem w dłoni.
Mgła opadała szybko i płynnie w dół ramion, wzdłuż kręgosłupa, zawiesiwszy się na chwilę w okolicy kolan. Gdzieś przy twarzy drgała zakurzona, bynajmniej nie metaforyczna pajęczyna, ale już mi to nie przeszkadzało. W mroku i chłodzie ogarnął mnie znajomy zapach, nie przypominający niczym woni, która towarzyszy palącemu stale nikotyniście – to był ten pierwszy, ten sprzed lat, gdy człowiek kulił się w zimie za wiatą PKS-u, na tym cholernym wygwizdowie, gdzie zakontraktowano nam praktyki w pierwszej klasie zawodówki, pośrodku Absolutnie Niczego, gdzie śnieg zawiewał z pól i ciął po twarzy, gdzie jedyną iskrą ciepła był ten papieros skrywany w dłoniach, gdzie utrzymanie dymu, który by nie wirował i którego by natychmiast nie zmiotło było oznaką sukcesu, oznaczało bowiem, że udało się znaleźć kąt, w którym jakimś cudem tak wściekle nie… nie mam już nastu lat, i nie jestem w zawodówce, więc powiem: nie wiało.
A w uszach brzmiał Okudżawa. Chociaż w zasadzie powinien to być Wysocki – ale brzmiał Okudżawa, co ja poradzę?
„Oddam te papierosy, tylko jeszcze jednego...”, powiedziałam półgłosem gdzieś na innym zwoju mózgowym, ale nie zamierzałam całej swojej uwagi kierować na ten właśnie zwój, bo przez chwilę znów byłam tam, w kołującej śnieżycy i epoce przyćmionej, sama w mroku, piętnastoletnia, a w głowie grał znów Okudżawa, którego przecież wówczas nie słyszałam, lecz także wspominałam, kryjąc się za wiatą przystanku, coś, co było wcześniej, coś, czemu towarzyszyło ciepło i adapter.
Gdyby ktoś, jakimś cudem, dotarł tu dzisiaj i chciał coś kupić, proszę głośno wołać: zapewne będę na zapleczu.

Znów przeżyliśmy! Wbrew zawiejom, i zamieciom, i mrozowi, tak! Wbrew zarazie i wbrew logice – proszę Państwa, Wam, którz...
21/02/2021

Znów przeżyliśmy! Wbrew zawiejom, i zamieciom, i mrozowi, tak! Wbrew zarazie i wbrew logice – proszę Państwa, Wam, którzy to czytacie, i mnie, która to piszę, znowu się udało!
Śnieg zjeżdża z dachów! Ptaki śpiewają! Kapie z gałęzi! Jelenie linieją – to ostatnie proszę powtórzyć trzykrotnie, głośno!
O ty, patrzący okiem kamery, wiedz to także – ta baba w kożuchu i chuścinie, siedząca na szczycie topniejącej zaspy na drodze Krynki – Brzostowica, nieopodal rogatek, to właśnie robiła, dziś, o godzinie 9.30: z głębi serca przeżywała, że znów przeżyła!
I jeszcze, przy tej okazji, wyczesywała psa.

Direction musicaleWilliam CHRISTIEMise en scèneAndrei SERBANChorégraphieBianca LICostumesMarina DRAGHICIPatricia PETIBON , ChanteurPaul AGNEW , ChanteurChris...

Oto wypowiem się w sprawie, na której się nie znam zupełnie. Wszystko przez ten mróz. Już wyjaśniam.Mróz nigdy nie jest ...
17/01/2021

Oto wypowiem się w sprawie, na której się nie znam zupełnie. Wszystko przez ten mróz. Już wyjaśniam.
Mróz nigdy nie jest łatwy, ale w mieście takim, jak moje, jest niełatwym w dwójnasób, bo gros energii, inwencji i czasu zużywa się dla wytworzenia, zachowania i uzupełnienia ciepła, oraz by uruchomić samochód. Poza tym jednak trzeba, rzecz jasna, zrobić to wszystko, co robimy zazwyczaj, tylko teraz robimy to zmarznięci, w pośpiechu i przeważnie na piechotę, a czasem też poobijani, bo ślisko.
Naturalną koleją rzeczy wobec tych niedogodności, dla zachowania równowagi szczególnie łakniemy rozrywki, rozmowy, uśmiechu, ale tak się jakoś dzieje ostatnio, że, o rozpaczy!, gdy już pokonawszy zamieć i zaspy ktoś się pojawi, chce rozmawiać głównie o zasadności szczepień przeciwwirusowych.
Ponieważ to jakoś mało rozrywkowe, by uzupełnić sobie niedobory radości sięgnęłam po lekturę lżejszą, a wybór mój był, jak zwykle, irracjonalny: „Małpia łapka” Jacobsa i dla złagodzenia efektu „Azazel” Akunina.
Jednak temat szczepień, raz zaszczepiony w mym umyśle, wciąż pracował gdzieś tam na czwartym zwoju mózgowym, który jakoś tak nad ranem wypluł hipotezę, że kultura popularna czy to Wschodu, czy Zachodu, ostrzega nas dosyć nachalnie przed braniem spraw naszego okrutnego, bądźmy szczerzy, i trudno poddającego się modelingowi losu we własne ręce. „Nie gmeraj, bo zepsujesz. Zostaw. Będzie, co ma być. Tamten próbował, i popatrz, co się porobiło!”.
Ponieważ w międzyczasie sięgnęłam po gwiazdkowy prezent, czyli cykl wykładów Noama Chomsky’ego, szlag mnie trafił: nie, na to się nie zgadzam.
Zatem, wypowiem się, choć się nie znam!
Wyjdę z założenia, że to, co jest dobre dla wszystkich, niekoniecznie jest dobre dla każdego. Tak się jednak złożyło, takie czasy nastały, że nie tylko za własny los jesteśmy teraz odpowiedzialni, a widać wyraźnie, że jeżeli my o ten los nie zadbamy, nikt nie zadba, bez względu na to, ile podatków skłonni bylibyśmy za to uiścić – mieliśmy cały rok, by się o tym naocznie przekonać, więc dajmy spokój argumentacji w tym zakresie. A jesteśmy różni, chyba nigdy jeszcze nie żyliśmy w obrębie jednej społeczności na tak różnorakie sposoby - zatem, rozważmy swoją sytuację, każdy swoją!, po wielekroć, obwąchajmy tę decyzję i podejmijmy ją uczciwie i w zaufaniu do bliźniego swego. Jeżeli kto wybrał drogę pokoju, równowagi i medytacji, jeżeli szczęśliwym zrządzeniem odpowiadać może na sygnały swego ciała zawsze wtedy, gdy ono tego potrzebuje, wysypiać się i jadać lekko, to może jego drogą jest nie szczepić się, a jeśli przytrafi się infekcja, zaszyć w domowych pieleszach i w samotności wytracić mikroba, nim znów wyjdzie do ludzi, w pełni sił i jaśniejący wewnętrznym światłem. Jeżeli kto dzieli swój czas między etat, nadgodziny i samotną opiekę nad trójką dzieci, śniadania jada zazwyczaj tuż przed kolacją, gdzieś między nastawieniem prania a zleceniem do oddania na wtorek, i coś go w krzyżu łupie, ale nie pamięta, od kiedy – to może niech on się zaszczepi. Ja tego nie wiem. Ale Wy będziecie wiedzieć, bo to Wasze życie. Jestem przekonana, że zdecydujecie mądrze, rozważnie, ostrożnie i z troską. Szczerze i głęboko wierzę Wam, jakem agnostyczka!

Adres

Kruszyniany 56
Krynki
16-120

Godziny Otwarcia

Wtorek 11:00 - 15:00
Środa 11:00 - 15:00
Czwartek 11:00 - 15:00
Piątek 11:00 - 15:00
Sobota 11:00 - 15:00
Niedziela 11:00 - 14:00

Telefon

+48509681943

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Antykwariat Nova Sarmatia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Antykwariat Nova Sarmatia:

Skróty

Udostępnij

Kategoria