18/09/2026
Dzisiaj opowiem Wam o jednej z historii, która dmuchnęła wiatrem w moje ceramiczne skrzydła i o osobie jak tornado a wielkości małej Mi.
O Pani Joannie Kubisie, której już z nami nie ma a warto takie osoby wspominać.
Po globalnym choróbsku jakiego wszyscy doświadczyliśmy i pracy zdalnej w domu poczułam, że chciałabym zrobić coś przydatnego.
Pewnego dnia, po telefonicznej zapowiedzi, zjawiłam się w fundacji Stworzenia Pana Smolenia. Przywitał mnie uśmiech i entuzjazm Pani Asi. Od razu zostałam wciągnięta do pomocy przy czyszczeniu koni i oprowadzaniu niepełnosprawnych dzieci.
Co wtorek przez rok, popołudnia spędzałam w stajni z końmi, dziećmi ich rodzicami i instruktorami i właśnie Panią Joanną.
To ona wpadła na pomysł żeby otworzyć pracownię w garażu.
Powiedziała: tu masz miejsce i rób!
No to zrobiłam, zorganizowałam wszystko i poprowadziłam kilka pierwszych warsztatów ceramicznych - właśnie tam.
Wiara nieznajomego człowieka otworzyła mnie na nowo.
Ona, chodzące tornado sprawujące pieczę nad fundacją po śmierci Pana Smolenia, pokazała i nauczyła, że nie ma co za dużo myśleć, trzeba działać.
Zostawiłam fundacje krótko przed jej śmiercią z powodu ciąży ale to jaki wpływ wywarła ta mała, uśmiechnięta i pracownika jak mrówka osoba jest ze mną do dziś. Pokazała dziecięcą ciekawość w dorosłej osobie.
Dla niej nie było rzeczy niemożliwych, czasami na cuda trzeba było tylko trochę poczekać. Z niczego robiła coś. Pomagała rodzinom żeby ich dzieci wracały do zdrowia, ciężko pracowała, słuchała, ufała, zawierzała. Z końmi w stajni miała niesamowitą więź i ze wszystkimi innymi zwierzętami w pobliżu. Atom!
Teraz gdzieś tam lata na chmurce z Panem Smoleniem i pewnie się z nas śmieją, tej 😌
Dziękuję, że mogłam ją spotkać.
Dzisiaj mijają trzy lata od jej śmierci.