05/08/2026
To takie książki, że to jest bardzo wciągające, emocjonujące czytadło i bardzo porządna dawka wiedzy. Obie.
Najpierw warto przeczytać "Akuszerki". Jest o tym jak naprawdę rodziło się na przełomie wieków, o realiach, brudzie i biedzie. I mimo wszystko triumfie życia. O tym, że poród to żywioł, w którym rządzi moc i determinacja kobiety. Ale i o odreagowaniu, alkoholu, męskiej przemocy, trwaniu w bólu.
Potem "Położne", które zaczynają się w czasach II wojny światowej i przechodzą w PRL. Znów jest o tym jak te porody wyglądały naprawdę: wojenne byle gdzie, przy byle czym, ale nie byle jak. I te powojenne. Lepsze? Nie śmiem porównywać, ale po lekturze i po rozmowie z Autorką Sabina Jakubowska wydaje się, że to były czasy bardzo złego podejścia do narodzin. Czasy, na skutek których, do dziś mówi się o "odbieraniu porodu". A przecież nie można go odebrać kobiecie. Dziecko na świat się przyjmuje a nie odbiera.
To grube książki. Ale gwarantuję Wam, że to będzie bardzo dobrze spędzony czas. A ile go mamy do śmierci (czyli momentu, gdy przychodzi Łaskawość) tego nie wiemy. Warto więc ten czas, który mamy, spędzić wartościowo.
I tu podzielę się osobistą wdzięcznością: prowadzenie księgarni nie daje mi żadnych pieniędzy. Ale spotkania z Autorkami, Autorami, Czytelniczkami, Czytelnikami, Promotorkami czytelnictwa daje mi mnóstwo satysfakcji, radości i inspiracji. Do tego mam super wymówkę gdy chcę kupić nową książkę. Kupuję biznesowo. A że biznes nie opłacalny? No trudno. On się opłaca w innej walucie: radości z kontaktu z całym światem okołoksiążkowym.
Czytajcie książki bo to radocha!