27/08/2026
Minęło kilka dni odkąd wróciłam do Bydgoszczy, ponad tydzień odkąd opuściłam Slettnes, miejsce, w którym obecnie rezyduje Ilona Wiśniewska.
Jeny, jaka jestem tu przytłoczona ilością zdarzeń, bodźców, dźwięków, zadań. Teraz jeszcze lepiej rozumiem, gdy Ilona mówiła, podczas spotkania w Bydgoszczy, że na Północy nie trzeba nikomu niczego udowadniać, bo i tak o wszystkim decyduje przyroda. Tak trudne tutaj odcinanie bodźców, tam dzieje się samo. Owszem, ma się tam mniejsze poczucie sprawczości (Nie widzę w gęstej mgle białych reniferów i mam jedynie nadzieję, że nie staną na drodze mojego samochodu. Nie stanęły. Nie pobiegnę szybszym tempem, skoro zbiegłam z jedynej drogi w bok. W bok jest tylko wolniejsze, bardzo uważne tempo bo kamienie, mchy i błoto.)
Uwielbiam tam jeździć. Czuję dobro tej pustki, tej przestrzeni i surowości. Ale żyję tu, w Bydgoszczy, w Lisim Ogonie, gdzie wszystkiego pełno i dzieje się.
Ale, jeśli nie możecie pojechać na Północ, a ciekawi Was, to zachęcam do czytania książek Ilony Wiśniewskiej. Mam wszystkie ("Hen" też, z autografem).