29/08/2025
To trzeba przeczytać i p r z e m y ś l e ć !
DZIŚ TO UKRAINA BRONI EUROPY…
Dziś będzie sporo odwołań do historii i to tej historii nieco odleglejszej. I dla nas, P***ków, mało chwalebnej…
Przeczytałem niedawno post znajomego, w którym pisał on o konsekwencjach zawetowania przez „Alfonsa” ustawy o pomocy Ukraińcom. Znajomy skoncentrował się w swoim tekście nie tyle na wypłacanym Ukraińcom 800+ lub innych świadczeniach socjalnych albo zdrowotnych, ile na konsekwencjach tego weta dla możliwości obronnych Ukrainy. Chodzi m.in. o dostęp jej żołnierzy do Internetu (za pomocą Starlinków, za który to dostęp płaci państwo polskie). I pod tym postem znajomego przeczytałem komentarz, od którego włos mi się zjeżył na głowie. Autor tego komentarza napisał, że, skoro USA – w zamian za pomoc wojskową – uzyskują od Ukrainy konkretne korzyści finansowe (czyli zapłatę), ewentualnie korzyści biznesowe (czyli też finansowe w postaci choćby dostępu do złóż metali ziem rzadkich), to my powinniśmy postępować identycznie! Czyli pomagać Ukrainie, ale niech Ukraina nam za to płaci…
Napisałem krótki komentarz do komentarza tego debila. Przypomniałem mu, że jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy sytuacją USA a naszą, a także relacjami USA z Rosją a relacjami naszymi z Rosją. USA leżą nie tylko na innym kontynencie niż Rosja, ale nawet na innej półkuli. Są w dodatku supermocarstwem. Wojna w Ukrainie ma więc znikome znaczenie dla bezpieczeństwa i strategicznych interesów USA, o ile w ogóle ma jakieś znaczenie. Wygranie wojny i zajęcie Ukrainy przez Putina byłoby dla USA sporą kompromitacją i pewną niedogodnością, ale bardziej w sferze polityczno-ekonomicznej i prestiżowej niż militarnej. Może USA musiałyby wtedy zwiększyć nieco swoje wydatki na zbrojenia, może musiałby także zwiększyć liczbę swoich żołnierzy stacjonujących w Europie, choć to już niekoniecznie. No i szukać innych rynków zbytu dla swojego przemysłu zbrojeniowego.
Natomiast dla Polski zajęcie przez Putina Ukrainy oznaczałoby prawdziwą katastrofę. Nie muszę chyba tłumaczyć, jakim śmiertelnym zagrożeniem – bieżącym i długofalowym – byłoby dla nas „sąsiedztwo” takiego zbrodniczego reżimu. Przede wszystkim nikt Putina z tej Ukrainy by przez najbliższe dekady nie był w stanie wypędzić. Nie chcę już rozpatrywać aspektów militarnych takiego koszmarnego scenariusza, tym bardziej, że cała polska prawica (choć P*S to nie jest żadna prawica, tylko postkomuna!) urządza nagonkę na Ukrainę kierując się względami głównie politycznymi i ekonomicznymi, zaś o aspektach wojskowych i naszego bezpieczeństwa w ogóle nie wspomina! Mając – zamiast granicy z Ukrainą – granicę z Rosją, nie wykpilibyśmy się już zwykłym przedłużeniem muru oddzielającego nas obecnie od Białorusi. Musielibyśmy zbudować pas umocnień o długości 500 km i szerokości ok. 10 km, podobny do tego, jaki Ukraińcy zbudowali w Donbasie. Pola minowe, całe systemy bunkrów, okopy i wylane żelbetem głębokie rowy, przeciwczołgowe „jeże”, zasieki, znów pola minowe… Kosztowałoby to nas dziesiątki miliardów zł. Już słyszę jazgot wyborców P*S mieszkających wzdłuż tej granicy, gdyby wojsko zaczęło ich stamtąd przymusowo masowo wysiedlać… A jeszcze dodatkowo każde duże manewry za naszą wschodnią granicą stawiałby w stan podwyższonej gotowości całą naszą armię i jej koncentrację wzdłuż tej granicy.
Nastąpiłby prawdziwy exodus zagranicznych inwestorów z województw „ściany wschodniej”. Turystyka w tych regionach by zupełnie zamarła, a w ślad za nią także np. gastronomia, hotelarstwo, mały handel przygraniczny, transport międzynarodowy. Zresztą cała Polska – jako państwo „frontowe’ Unii bezpośrednio zagrożone agresją zewnętrzną – spadałby w ratingach niezależnych agencji, a to oznaczałoby ogólne zmniejszenie się aktywności inwestorów zagranicznych, wzrost bezrobocia, spadek PKB, wzrost kosztów zaciąganych kredytów i tym samym wzrost zadłużenia państwa. Osłabiłaby się wartość naszej waluty, drastycznie spadłaby wartość emitowanych przez państwo obligacji itd. itd. No i być może najważniejsze… Musielibyśmy wydawać na zbrojenia nie 5% PKB, które obecnie wydaje nam się astronomicznie wysokie, ale pewnie 10-15% PKB. I to przez wiele lat. Takie wydatki na armię i obronność by nas po prostu zrujnowały, inwestowaliśmy bowiem w „coś”, co nie przynosi żadnego dochodu.
Nie pisałem o tym autorowi tego kretyńskiego komentarza, bo on by i tak nie zrozumiał. Napisałem mu natomiast, że, skoro już tak się domaga od Ukrainy, by płaciła nam za nasze wsparcie wojskowe, wziął pod uwagę, że oni od 3 lat płacą znacznie więcej niż warte są miliardy dolarów lub złoża metali ziem rzadkich. Płacą życiem dziesiątek tysięcy swoich obywateli, cierpieniem i zdrowiem milionów, zbombardowanymi miastami i zrujnowaną infrastrukturą energetyczną… I płacą tę gigantyczną daninę krwi, cierpienia i zniszczeń także w obronie naszego kraju.
Oczywiście, ukraińscy żołnierze nie walczą o to, by Putin nie zajął Polski, a później reszty Europy. Oni walczą, giną i odnoszą rany w obronie swojego kraju i milionów swoich rodaków, swojej niepodległości, suwerenności, bezpieczeństwa i zachowania swojego terytorium. Ale trzeba być albo skończonym debilem, albo skończonym skurwysynem, by nie dostrzegać lub udawać, że się nie dostrzega, iż dzisiejsza sytuacja Ukrainy do złudzenia przypomina sytuację Polski w trakcie wojny z bolszewikami w 1920 r. My też nie walczyliśmy o to, by Armia Czerwona nie zajęła także Niemiec oraz Francji i by bolszewicka rewolucja nie rozlała się po całej Europie! Też walczyliśmy w obronie własnego kraju i milionów jego obywateli, naszej dopiero co odzyskanej niepodległości i suwerenności. Ale „przy okazji” ratowaliśmy całą Europę, choć w czasie bitwy warszawskiej (na zdjęciu) żaden z żołnierzy nie zawracał sobie głowy myśleniem o bezpieczeństwie reszty kontynentu… Skoro więc tak chętnie i z dumą wychwalamy bohaterstwo oraz poświęcenie żołnierzy Piłsudskiego i nazywamy ich „obrońcami cywilizacji europejskiej”, to miejmy w sobie choć odrobinę uczciwości i przyznajmy, że obecnie podobną rolę „obrońców Europy” spełnia naród ukraiński. I pomagajmy tej walczącej Ukrainie tak, jak tylko możemy, a nie domagajmy się, by nam Ukraina za tą obronę nas wszystkich płaciła!
Autor tego komentarza na mój ostry wpis zareagował tak, jak podejrzewałem, że zareaguje. Przyznał mianowicie, że wielu członków jego rodziny zginęło na Wołyniu z rąk ukraińskich nacjonalistów. No i od tego on powinien był zacząć! W gruncie rzeczy nie chodziło mu o żadną ekonomię i płacenie nam przez Ukrainę za pomoc wojskową, tylko o jego głęboką nienawiść do Ukraińców! Wprawdzie ci zbrodniarza z UPA, którzy mordowali na Wołyniu P***ków – jeśli oczywiście jeszcze żyją – mają teraz po 100 lat lub więcej, ale nienawiść wielu P***ków przeszła z tych wojennych zbrodniarzy na kolejne pokolenia Ukraińców, nawet na małe dzieci ukraińskie i nastolatków. A to już jest zwykłe kurewstwo albo paranoja, czyli ciężkie schorzenie psychiczne… I tę nienawiść oraz antyukraińskie fobie z premedytacją wykorzystują – dla własnych celów politycznych – Kaczyński, „Alfons”, Mentzen, Braun i pozostali politycy prawicowi…
Podejrzewam, że zdecydowaną większość polityków P*S „rzeź wołyńska” ani grzeje, ani ziębi. Ale tę martyrologię P***ków na Wołyniu, podobnie jak np. postać rotmistrza Pileckiego, wpisali na swoje sztandary w wojnie politycznej, tak więc co chwilę słyszymy o ofiarach „rzezi wołyńskiej”. Ekshumacja tych ofiar, ich godne upamiętnienie oraz potępienie przez władze Ukrainy zbrodniarzy z OUN i UPA stały się elementem swoistego szantażu. Jeśli to nie nastąpi, to należy ograniczyć pomoc dla Ukraińców! I tę pomoc wojskową dla żołnierzy walczących z rosyjskim agresorem, i tę socjalną dla Ukraińców przebywających w Polsce. Choć przecież te ok. 1,5 miliona Ukraińców przebywających obecnie u nas wpłaca do naszego budżetu 5 razy więcej pieniędzy (!) niż z niego dostaje w formie pomocy socjalnej! Tysiące polskich firm funkcjonują nadal tylko dlatego, że zatrudniają właśnie tańszą, ukraińską siłę roboczą. Są szpitale, w których ukraińscy lekarze i pielęgniarki stanowią 25-30% całego personelu medycznego! Czy „Alfons” lub ktoś z polityków P*S albo Konfy pytał właścicieli tych firm lub dyrektorów szpitali i przychodni, co zrobią, gdy ich ukraińscy pracownicy wyniosą się z Polski np. do Niemiec?
Ekshumacja ciał leżących w ziemi od 80 lat i ich ponowne, godne pochowanie stały się ważniejsze od bieżących, żywotnych, strategicznych interesów naszego państwa i bezpieczeństwa 38 milionów P***ków. Ciekawe zresztą, jak by zareagowali politycy P*S, gdyby w rewanżu Ukraina zaczęła się domagać od nas, P***ków, spłaty rachunków z przeszłości… A są to rachunki dla Ukrainy bardzo bolesne, zaś dla nas bardzo wstydliwe, często kompromitujące… O których bardzo chcielibyśmy zapomnieć lub które wymazaliśmy z naszej pamięci. Ale to nie znaczy, że tych rachunków nie ma… Skoro niektórzy z nas potrafią, nawet obecnie, obarczać winą za zbrodnie UPA sprzed 80 lat Ukraińców urodzonych wiele lat po wojnie, to również Ukraińcy mogą „zrewanżować” się tym samym nam, współcześnie żyjącym P***kom…
„LACHY ZDRAJCY”. Chyba każdy naród stara się gloryfikować swoją historię, eksponować jej chwalebne okresy lub wybitne postacie i przemilczać fakty wstydliwe. U nas jest podobnie, ale dodatkowo dochodzi jeszcze wręcz uwielbienie dla przedstawiania siebie jako ofiar przeróżnych knowań i spisków, zdrad, złych sąsiadów, wyjątkowo niekorzystnych zbiegów okoliczności itp. Począwszy od XVIII w. cała nasza historia jawi się jako jedno wielkie pasmo klęsk i nieszczęść, w których ci „inni” byli źli, zbrodniczy i zdradzieccy, a my jako naród zachowaliśmy szlachetność, rycerskość, heroizm i zdolność do największych poświęceń. Każdy dorosły P***k wie co nieco o rozbiorach, prawie każdy wie również, że we wrześniu 1939 r. nasi ówcześni sojusznicy – Wielka Brytania i Francja – nie przyszli nam z pomocą. Prawie każdy słyszał o pakcie Ribbentrop-Mołotow i prawie każdy wie, że w Jałcie nasi sojusznicy zdradzili nas i sprzedali Stalinowi, skazując P***ków na koszmar 40 lat komunizmu.
A ilu P***ków wie, że my dopuściliśmy się identycznej zdrady jak ta w Jałcie, że też zdradziliśmy naszych sojuszników i to też w czasie wojny?! I że skazaliśmy tych sojuszników właściwie na śmierć.. Kogo Polska zdradziła? Właśnie Ukraińców! I to wcale nie w jakimś XVII lub XVIII wieku, tylko 100 lat temu! W 1921 r. ówczesny rząd polski zawarł z bolszewikami traktat ryski, który nie tylko kończył wojnę z Rosją sowiecką, ale także sankcjonował rozbiór Ukrainy i Białorusi. Ich wschodnie części miały przypaść właśnie bolszewikom. Ukraińskiej delegacji, która miała wziąć udział w negocjowaniu treści traktatu, polski rząd i Lenin postanowili w ogóle nie dopuścić do rozmów pokojowych! Polskiej delegacji tak zależało na tym, by Ukraińcy nie zdążyli przybyć na negocjacje, że podpisała bez większych targów to, co jej bolszewicy podsunęli do podpisania.
Była to oczywista zdrada i złamanie sojuszu, jaki Piłsudski zawarł z Symonem Petlurą i jego Ukraińską Republiką Ludową. Mało kto dziś pamięta, że w czasie wojny z bolszewikami to właśnie Ukraińcy byli naszymi najważniejszymi sprzymierzeńcami. Razem z naszymi żołnierzami walczyło ok. 40-50 tysięcy żołnierzy ukraińskich. I ich oraz miliony innych Ukraińców najzwyczajniej zdradziliśmy. Nie tylko oddaliśmy Kremlowi połowę ziem ukraińskich (i białoruskich), ale dodatkowo polski rząd zobowiązał się zdemobilizować i internować tysiące ukraińskich żołnierzy. Większość z nich potem z Polski deportowano, oczywiście na wschód… Czyli tych niewygodnych świadków i ofiary naszej zdrady skazano na śmierć, podobnie jak miliony obywateli zamieszkujących tereny wschodniej Ukrainy! Śmierć lub zsyłka na Sybir spotkały także większość z 1,5 miliona P***ków, którzy mieszkali na terenach przekazanych bolszewikom…
Dziś „Alfons” i inni P*S-dzielcy używają tematu „rzezi wołyńskiej” jako politycznego oręża. Ani słowem nie zająkną się o tym, że gdyby nie ta nasza zdrada w 1921 r., to do „rzezi wołyńskiej” w ogóle by nie doszło! Do dziś wielu naszych rodaków nazywa Ukraińców „rezunami” lub „zbrodniarzami”. A Ukraińcy uważają Lachów z zdrajców. Czy ktoś z tych wciąż mówiących o „rzezi wołyńskiej” polityków i nie polityków zastanawiał się kiedyś, skąd w ogóle wzięli się Bandera, Melnyk, OUN i UPA?! Przecież w XIX w. i pierwszych dekadach XX w. nie było jeszcze żadnych istotnych ukraińskich ruchów nacjonalistycznych, a na terenie Ukrainy nie dochodziło do żadnych większych konfliktów na tle narodowościowym pomiędzy P***kami i Ukraińcami! Już zresztą sam fakt, że w czasie wojny z bolszewikami byliśmy sojusznikami jest wystarczająco wymowny. Skąd więc ta niespodziewana niechęć, a potem często nienawiści Ukraińców do P***ków w okresie międzywojennym i w trakcie wojny? Odpowiedź brzmi: sami sobie na tę ich nienawiść solidnie zapracowaliśmy! To polscy politycy sprowokowali wzrost nastrojów antypolskich wśród ludności ukraińskiej i mimowolnie przyczynili się do wybuchu konfliktów na tle narodowościowym.
Ale politycy P*S nie przyznają tego nawet na torturach… Dlaczego właśnie dla P*S-dzielców jest to temat tabu? Bo to ich ideologiczni „protoplaści” dogadali się wtedy z bolszewikami, za plecami zarówno Ukraińców, jak i Piłsudskiego! To politycy endecji (oraz np. blisko z nimi wtedy związany Stanisław Grabski) chcieli za wszelką cenę zniweczyć marzenie Piłsudskiego o utworzeniu federacji Rzeczpospolitej, Ukrainy i Białorusi. Marszałek już wtedy doskonale wiedział, jak wielkie znaczenie będzie miało istnienie buforu – w postaci silnej Ukrainy i Białorusi blisko związanych z Polską – w kontekście sąsiedztwa zbrodniczego bolszewickiego reżimu. Ale politycy skrajnie prawicowej endecji, dziś tak wychwalani przez „Alfonsa” i P*S, nienawidzili zarówno Piłsudskiego, jak i Ukraińców, Żydów, Niemców, Białorusinów… Byli natomiast jawnie prorosyjscy! Większość historyków jest zgodna, że endecja – choć manifestowała swój antykomunizm – w rzeczywistości prowadziła typową działalność agenturalną na rzecz ZSRR. Skąd my to znamy?
I podczas negocjowania z bolszewikami traktatu pokojowego udało im się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zniweczyli plany Piłsudskiego o utworzeniu federacji z Ukrainą i zemścili się na znienawidzonej Ukrainie, oddając dużą jej część bolszewikom. Piszę „oddając”, bo polska delegacja w Mińsku i Rydze, zamiast negocjować warunki traktatu z pozycji silniejszego, wystąpiła tam w roli petenta! Trudno było oczekiwać innego rezultatu tych negocjacji skoro z jednej strony brali w nich udział bolszewicy, a stronę polską reprezentowali w większości politycy jawnie sympatyzujący z Rosją. I o tym też się dziś głośno nie mówi… Pod względem militarnym wojna z bolszewikami zakończyła się naszą wielką wiktorią. Ale pod względem politycznym przerżnęliśmy tę wojnę z kretesem! We wrześniu 1939 r. przekonaliśmy się o tym bardzo boleśnie. Zabrakło wtedy tego ukraińskiego bufora, który dziś istnieje i ratuje nam dupy! A dodatkowo propaganda Goebbelsa miała potem ułatwione zadanie w umacnianiu wśród Ukraińców ruchów nacjonalistycznych i nienawiści do P***ków. Wystarczyło przypominać Ukraińcom, kto ich wydał w ręce bolszewików i tym samym skazał miliony z nich na śmierć…
Pewnie zobaczę pod tym postem kretyńskie komentarze zarzucające mi uprawianie proukraińskiej propagandy i usprawiedliwianie ukraińskich zbrodni na Wołyniu. Ale mam w dupie opinie różnych antyukraińskich oszołomów. W mojej rodzinie nigdy nie było żadnych Ukraińców i nikt nigdy nie miał nawet bliższych kontaktów z nimi. Mieliśmy majątek na Nowogródczyźnie i całe zło, jakie spotkało moją rodzinę na Kresach, spotkało ją z rąk NKWD, a nie UPA. Ale jestem w stanie zrozumieć nieufność lub niechęć do Ukraińców ze strony ludzi, którzy stracili na Wołyniu swoich bliskich. Jednak ich nienawiści do 10-, 30- lub 50-letnich Ukraińców zrozumieć nie jestem w stanie. Nie zachowujcie się jak te skurwysyny z P*S, które od wielu lat żonglują prawdą historyczną i nagłaśniają fakty dla nich politycznie lub propagandowo korzystne, przemilczają zaś lub fałszują te dla nich niewygodne. W wielowiekowej historii wzajemnych stosunków polsko-ukraińskich Polacy nie zawsze byli tymi „dobrymi”, a Ukraińcy tymi „złymi”. Czasami było dokładnie na odwrót…
https://www.facebook.com/profile.php?id=100090158624547
Dziękuję za uwagę. I proszę o udostępnianie tego tekstu gdzie się da, komu się da i kiedy się da...
Jacek Bohdanowicz (vel Jacek Awarski/Nikodem/Winiarski)