16/09/2015
A dziś dzień sentymentalny...
Przyszła dziś do mnie młoda dziewczyna z pytaniem, czy naprawię stary wzmacniacz. Pytanie z gruntu normalne, ale miła pami miała w smartfonie zdjęcie owego wzmacniacza... no i moja elektroniczna historia zatoczyła koło. Nie tylko moja, w jakiejść części historia muzycznego Lublina, i nie tylko.
Otóż wzmacniacz na smartfonowym zdjęciu to produkt nieżyjącego już Pana Leona Bortnowskiego, czyli "LEBOR".
Pan Leon na załączonym zdjęciu stoi w tle, drugi od lewej. (Przy okazji, kto zgadnie jak nazywa się pan stojący jako pierwszy z lewej strony zdjęcia? :)).
O znaczeniu tej postaci niewielu już pamięta, dla mnie był pierwszym inspiratorem i nauczycielem. Pozwolę sobie wkleić kilka słów z publikacji Jerzego Janiszewskiego :
Budkę Suflera przygarnął z kolei studencki klub "Arcus", a ZSP zaoferowało organizacyjną opiekę. Od stycznia 1970 roku znów można było spokojnie pracować. W tym czasie do Budki dołączył piąty muzyk student I roku matematyki UMCS - WITOLD ODOROWICZ, grał na instrumentach klawiszowych. Najcenniejszą jednak zdobyczą zespołu w tym okresie był pan LEON "LEBOR" BORTNOWSKI, o którego bezinteresownej pomocy już przy następnej okazji ...()
i jeszcze trochę:
Ani klub ani muzyków nie stać było na zakup instrumentów z prawdziwego zdarzenia. Nie wspominam już o niezbędnych układach wzmacniających czy jakiejkolwiek mizernej fonizacji. Toteż mój osobisty podziw wzbudził wtedy właściciel zakładu napraw radiowo-telewizyjnych, pan Leon Bortnowski, który po nocach budował lampowe wzmacniacze, miksery, kolumny głośnikowe - mało tego - wykładał własne zaoszczędzone pieniądze na brakujące mikrofony. Być może w opinii wielu na coś liczył, sam tak myślałem, po czasie zorientowałem się, że to tylko kwestia marzenia - pomóc grupie z Lublina, którą być może zaakceptuje cała Polska. Po pierwszym wyjazdowym koncercie Budki Suflera w Rzeszowie, znakomicie zresztą przyjętym przez tamtejszą publiczność, wzruszył się do łez. Jak się potem zwierzył, była to jedyna oczekiwana zapłata za wszelką dotychczasową pomoc. Warto dodać, że pan Leon nie gustował w muzyce, którą Suflerzy w tym czasie swoim odbiorcom serwowali. O filantropii technicznego opiekuna Budki Suflera szybko dowiedzieli się inni muzycy, zespoły przybywające do naszego regionu z koncertami z reguły miały zaplanowaną wizytę w zakładzie przy ul. Chopina. Muzycy (Breakout, Niemena, Jerzego Grunwalda, Piotra Janczerskiego) coś tam zwykle naprawiali bądź poprawiali albo po prostu zamawiali słynne wzmacniacze marki "Lebor".
A teraz nie mogę się doczekać, kiedy przemiła dziewczyna przyniesie do mnie do naprawy ów "słynny wzmacniacz marki "LEBOR"...
Życie sprawia czasem naprawdę miłe niespodzianki