22/08/2025
🔴 Nigdy nie pogodził się ze śmiercią żony, uciekał przed sławą... Jak wyglądało życie Piotra Szczepanika?
Piotr Szczepanik był jednym z tych artystów, których głosu nie da się zapomnieć. Ciepły, łagodny, pełen melancholii i miłości – sprawiał, że jego piosenki na zawsze zapisały się w historii polskiej muzyki. Urodził się 14 lutego 1942 roku w Lublinie, w dzień zakochanych, jakby symbolicznie przyszedł na świat po to, by śpiewać o miłości. Zmarł 20 sierpnia 2020 roku po długiej walce z chorobą, zostawiając po sobie repertuar, który wciąż wzrusza kolejne pokolenia.
Od dziecka interesował się sztuką – uwielbiał poezję, literaturę, teatr. Próbował swoich sił w szkole aktorskiej, studiował historię sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, działał w kabaretach i teatrach studenckich. W tamtym czasie zasłuchiwał się w Beatlesach, Presleyu i jazzie, ale to poezja i nastrojowe ballady stały się jego prawdziwą drogą. Wszystko zaczęło się od spotkania z Andrzejem Korzyńskim, kompozytorem, który dostrzegł w nim ogromny potencjał.
W 1963 roku Szczepanik wystąpił na Festiwalu Piosenkarzy Studenckich w Krakowie, a już dwa lata później cała Polska nuciła jego przebój „Żółte kalendarze”, uznany za Radiową Piosenkę Roku. Jego pierwszy album rozszedł się w nakładzie pół miliona egzemplarzy – był to sukces, jakiego nie odniósł wtedy żaden inny artysta wykonujący poetyckie ballady. W epoce big-bitu i rock’n’rolla on wyróżniał się spokojem i subtelnością. Maria Szabłowska wspominała, że gdy inni wrzeszczeli i grali głośno, on po prostu stawał z gitarą i cicho śpiewał swoje utwory o miłości.
Szczepanik nie tylko odniósł ogromny sukces artystyczny, ale także przeżył dramat, który na zawsze odcisnął piętno na jego życiu. W wieku 22 lat ożenił się z Krystyną Wąsowską. Byli szczęśliwi, doczekali się córki Jagody, ale niedługo później Krystyna zachorowała na białaczkę. Mimo walki, mimo nadziei, choroba zabrała ją zbyt wcześnie. To była tragedia, która złamała artystę. Nigdy nie ukrywał, że po śmierci żony jego świat runął, a jeden z jego największych przebojów – „Kochać” – śpiewał właśnie dla niej.
Później los związał go z drugą żoną podczas tournée w Stanach Zjednoczonych. Doczekał się syna, lecz sam mówił, że doświadczał w tym małżeństwie samotności. Wiele razy powtarzał, że nie potrafi odnaleźć szczęścia, a na estradzie występował jakby w cieniu własnych przeżyć.
Był artystą wyjątkowym także dlatego, że nigdy nie szukał popularności. Nie lubił blasku fleszy, unikał wielkiego show-biznesu. Choć dostawał setki listów od fanów, sam z ironią powtarzał: „Nigdy nie byłem swoim fanem”. Na scenie stawał z gitarą i śpiewał piosenki pełne uczuć, często sięgając po twórczość poetów – Miłosza, Leśmiana, Zagajewskiego. Występował na całym świecie, ale zawsze pozostał wierny swojemu stylowi – prostemu, szczerego przekazu, bez przesady i udawania.
Piotr Szczepanik odszedł 20 sierpnia 2020 roku, ale jego piosenki pozostają żywe i wciąż potrafią poruszyć serca. „Kochać – jak to łatwo powiedzieć…” – śpiewał wiele lat temu. Te słowa, podobnie jak cały jego dorobek, są dziś nie tylko fragmentem muzycznej historii, ale także pięknym świadectwem życia człowieka, który kochał, cierpiał i śpiewał o tym tak, jak nikt inny.
__
📸 fot.Jan KUCHARZYK/East News