09/10/2026
Są w życiu takie momenty, kiedy wydaje nam się, że po niemal pół wieku na karku mamy już swoją ścieżkę wydeptaną, zawodowe rozdziały w większości zapisane, a przed sobą co najwyżej kolejne strony dobrze znanej historii. A potem życie, zupełnie niespodziewanie, otwiera przed nami drzwi, za którymi czeka coś, czego nawet nie odważyliśmy się marzyć. ❤️
Tak właśnie stało się u mnie.
Odnalazłam swoje miejsce. Takie inne niż wszystkie dotychczasowe. Takie, w którym jest mi po prostu dobrze. Tak dobrze, że czasami łapię się na tym, że boję się, aby ta moja mała bańka szczęścia nie pękła. Bo przecież człowiek z takim bagażem doświadczeń wie już, że nie wszystko trwa wiecznie, a życie potrafi zaskakiwać zarówno pięknie, jak i boleśnie.
Ostatni rok był dla mnie zawodowo czasem spełnienia, pięknych chwil i ważnych doświadczeń. A jednak przyszedł moment na zmianę. I dziś wiem, że czasami trzeba zamknąć jedne drzwi, żeby za kolejnymi odnaleźć coś, czego tak naprawdę szukało się przez całe zawodowe życie.
Moja droga poprowadziła mnie do naszego mińskiego WTZ Caritas. ❤️
Nie będę się rozpisywać, bo czasami kilka słów znaczy więcej niż najpiękniejsze przemówienie. Zacytuję tylko moją podopieczną z pracowni, Natalię, która powiedziała: „Czuję radość”.
I wiecie co? Ja też ją czuję. Naprawdę.
Mam za sobą 30 lat stażu pracy, a mimo to dopiero teraz towarzyszy mi tak niezwykłe poczucie, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być. Że to, co robię, ma sens. Że przychodzę do pracy nie tylko wykonywać swoje obowiązki, ale również dawać i otrzymywać coś, czego nie da się przeliczyć na żadne zawodowe sukcesy.
Mam wokół siebie wspaniałych, serdecznych ludzi, z którymi codzienność staje się po prostu łatwiejsza i piękniejsza. Szefową, która tworzy przestrzeń, w której można poczuć się dobrze. I podopiecznych, którzy każdego dnia przypominają mi, że radość często kryje się w najmniejszych rzeczach, w drobnych gestach, uśmiechu, obecności i w tym, że ktoś po prostu jest obok.
Może właśnie na tym polega zawodowe spełnienie? Nie na tym, żeby wspinać się coraz wyżej, udowadniać coraz więcej i nieustannie gonić za czymś nowym. Może chodzi o to, żeby pewnego dnia zatrzymać się i pomyśleć: „Jestem na swoim miejscu. Niczego nie muszę udawać. Po prostu jestem szczęśliwa z tego, co robię”.
I jeśli czegoś nauczyło mnie tych 30 lat, to tego, że nigdy nie jest za późno, żeby odnaleźć swoją przestrzeń. Że zmiana nie zawsze oznacza stratę. Czasami jest początkiem czegoś naprawdę dobrego. A czasami trzeba przejść długą drogę, żeby w końcu poczuć, że dotarło się do domu. ❤️
A na koniec jeszcze jedna ważna informacja. Warsztatów szkolno-przedszkolnych na razie nie będę prowadzić, bo życie zawodowe otworzyło przede mną nowy rozdział. Ale spokojnie! Moje środowe zajęcia pozostają bez zmian. 😊 Bo choć zawodowo zmieniam miejsce, to moje serce do tych wszystkich dzieciaków jest tak przywiązane, że rozłąki z nimi zwyczajnie by nie zniosło! ❤️
Dziś po prostu czuję radość. I wdzięczność. Za ludzi, za nowe możliwości, za odwagę do zmian i za to, że życie, nawet po tylu latach, wciąż potrafi podarować nam coś pięknego.
Czasami trzeba zmienić kierunek, żeby wreszcie poczuć, że idzie się właściwą drogą. ❤️