03/08/2026
We wrześniu 1939 roku, gdy Polska toczyła rozpaczliwą walkę z hitlerowskimi Niemcami, a od 17 września także z Armią Czerwoną, na Kresach Wschodnich rozegrał się dramat, który długo pozostawał w cieniu wielkiej wojny. W tym chaosie uderzyli bowiem ci, którzy jeszcze wczoraj byli sąsiadami – bojówki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Wykorzystując słabość polskiego państwa, rozbitego przez agresorów, podjęli próbę oderwania południowo-wschodnich województw II Rzeczypospolitej i stworzenia zalążka własnego państwa.
Plan nie był przypadkowy. OUN od lat utrzymywała kontakty z niemiecką Abwehrą i przygotowywała kadry dywersantów. Na kilka tygodni przed wojną w lasach Wołynia i Galicji Wschodniej powstawały obozy szkoleniowe, gdzie młodzi bojówkarze uczyli się posługi bronią. Wsparcie płynęło z Berlina – Hi**er chciał wykorzystać „kartę ukraińską” do osłabienia Polski od wewnątrz. Choć ostatecznie, po podpisaniu paktu Ribbentrop–Mołotow, III Rzesza zrezygnowała z planów wielkiego powstania, OUN nie wahała się rozpocząć własnych działań.
Pierwsze wystąpienia wybuchły w nocy z 12 na 13 września 1939 roku w Stryju. Wkrótce ogień rebelii objął dziesiątki miejscowości: Mikołajów, Żydaczów, Podhorce, Truskawiec, Borysław, Urycz, Szczerc. Uzbrojone grupy nacjonalistów atakowały posterunki policji, rozbrajały polskich żołnierzy, przejmowały władzę w miasteczkach i wsiach, niekiedy zdążyły wywieszać niebiesko-żółte flagi zanim na miejsce dotarły wojska sowieckie.
Najtragiczniejsze było jednak to, co spotykało polską ludność cywilną. Bojówki OUN, nierzadko przy wsparciu części miejscowych chłopów, dopuszczały się mordów i grabieży. Ginęli polscy osadnicy, chłopi, księża, rozbrojeni żołnierze. W Koniuchach i Potutorach zamordowano około stu osób, w Kolonii Jakubowice spalono 57 gospodarstw i zabito około dwudziestu mieszkańców. Szczególnym okrucieństwem zapisała się wieś Sławentyn w powiecie podhajeckim, gdzie w masakrze życie straciło 85 Polaków. OUN-owcy mordowali całe rodziny, często przy udziale kryminalistów i ludzi z marginesu społecznego, którzy w wojennym chaosie szukali okazji do rabunku.
Polskie wojsko i policja, mimo dramatycznej sytuacji na froncie, próbowały reagować. W Mikołajowie i Żydaczowie oddziały polskie stoczyły ciężkie walki z bojówkami. W Nadiatyczach poległo dwunastu policjantów, a trzydziestu jeden zostało ciężko rannych. W Stryju po stłumieniu rebelii rozstrzelano kilkudziesięciu schwytanych bojówkarzy. Często stosowano twarde represje – wsie, z których padały strzały, palono, a podejrzanych o współpracę z OUN rozstrzeliwano na miejscu.
Wszystko to działo się w cieniu agresji sowieckiej. 17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na Kresy, a bojówki OUN liczyły, że w chaosie uda im się przejąć władzę. W wielu powiatach, zwłaszcza brzeżańskim i podhajeckim, wystąpienia miały charakter małych powstań. Według szacunków historyków, w samych tylko wrześniu i październiku 1939 roku w Małopolsce Wschodniej zginęło około dwóch tysięcy Polaków, a na Wołyniu – około tysiąca.
Choć rebelia została stłumiona, a część dywersantów schwytano i rozstrzelano, tysiące innych zeszły do podziemia. To właśnie oni – zahartowani we wrześniu 1939 roku, wyszkoleni przez Niemców i doświadczeni w antypolskiej przemocy – kilka lat później staną się trzonem UPA, która przeprowadzi krwawą rzeź wołyńsko-galicyjską.
Dywersja OUN w 1939 roku to dramatyczny przykład, jak w cieniu wielkiej wojny wybuchły lokalne konflikty narodowościowe, których ofiarą padli zwykli ludzie – polscy chłopi, mieszczanie, rodziny osadników. To także początek krwawej drogi ukraińskiego nacjonalizmu, naznaczonej terrorem i mordami, które zapowiadały późniejsze tragedie lat czterdziestych.