10/04/2026
Franciszek Fiszer, niemalże ostrołęczanin z urodzenia, kilka o nim przypowieści.
Czy ta postać kogoś Wam przypomina? Słusznych rozmairów jegomość, bystre spojrzenie, przyciasny garnitur, a pod nim kamizelka, długa broda i charakterystyczne okulary na nosie...
Franciszek Fiszer (1860–1937) był jedną z legend dwudziestolecia międzywojennego. Filozof, erudyta i oryginał, autor tysięcy bon motów i anegdot. Sam nie ukończył studiów, nie napisał żadnej książki, za to o nim powstało ich już kilka, w tym jedna, która osiągnęła duże nakłady i sławę sięgającą kilku pokoleń najmłodszych czytelników, ale do tego jeszcze wrócimy...
Urodził się 1860 roku w majątku Ławy koło Ostrołęki. Jego ojciec Józef Justyn (ur. 1821, pochodzący z dawnej niemieckiej szlachty, spolonizowanej już w XVIII wieku) był synem Karola Jana Fiszera (oficer wojska polskiego, uczestnik m.in. insurekcji kościuszkowskiej i powstania listopadowego), i bratankiem generała Stanisława Fiszera (szef sztabu armii Księstwa Warszawskiego), natomiast matka Teresa z domu Glinka należała do polskiego ziemiaństwa (jej dziadkiem był senator Mikołaj Glinka). Miał jedną siostrę Michalinę, która wyszła za mąż za Ludwika Kurcyusza (ich synem był Tadeusz Kurcyusz, wojskowy, w okresie drugiej wojny światowej Komendant Główny Narodowych Sił Zbrojnych). Odziedziczona przez niego rodzinna posiadłość, folwark Ławy, zaniedbany, wkrótce został zlicytowany za długi.
Francisek Fiszer przez wiele dziesiątków lat był sławnym gościem warszawskich kawiarni i restauracjii: „Udziałowej", „Ziemiańskiej", „IPS", „Oazie”, „Astorii", „Simon & Stecki", „Zodiaku" czy „Bliklego".Był bardzo towarzyski, a swoją charyzmą przyciągał największych. Wśród jego przyjaciół i znajomych byli: Bolesław Leśmian (sądzi się, że to on stworzył jego pseudonim artystyczny), Władysław Reymont, Stefan Żeromski, Antoni Słonimski, Julian Tuwim, Jan Lechoń czy Artur Rubinstein. Nic zatem dziwnego, że zdarzało się, że restauratorzy często płacili za niego rachunki, widząc że jego postać przyciąga do ich lokali gości spragnionych intelektualnej uczty połączonej z dobrym humorem.
Jedna z aktorek, oburzona, że Fiszer nie poznaje jej, powiedziała mu o tym. – Na Boga! – wykrzyknął Fiszer. – Po czymże mam panią poznać? Żeby pani miała jakiś pryszcz na nosie albo wąsy, a tak, twarz goła jak pięść, codziennie inny kapelusz i uczesanie, po czymżeż mam panią poznać?
Innym razem zapytał, czym zajmuje się ten przechwalający gość – To słynny olimpijczyk, lekkoatleta. – A dokładnie? – Biega. A na to Fiszer: – A w którą stronę?
Znana jest następująca historia, którą raczył swoich rozmówców: „Bardzo lubię psy, zwłaszcza szpice. Pamiętam, gdy w pewnym domu jechałem windą, a wraz ze mną jakiś pan właśnie z takim szpicem... Ponieważ lubię owe stworzenia, przez cały czas jazdy pieszczotliwie głaskałem tego pieska. Dopiero gdy ów pan wysiadł ze swym zwierzątkiem, zauważyłem, że nie był to piesek, lecz mała, przystojna kobietka, zdaje się jego żona, w białym, puszystym futerku."
Poeta i prozaik Bolesław Leśmian był niskiego wzrostu – mierzył około 155 cm.Współcześni opisywali go jako osobę o drobnej, wręcz ptasiej posturze, często podkreślając kontrast między jego niewielkim wzrostem a wielkością talentu poetyckiego. Reasumując Bolesław Leśmian podobny był do polnej myszki i niewiele od niej większy. Franc Fiszer, który poetę bardzo lubił, ujął to krótko: „Zajechała pusta dorożka, z której wysiadł Leśmian." Innym razem wspólny znajomy Fiszera i Leśmiana opowiedział następującą anegdotę: „Gorącym wielbicielem Leśmiana był Franciszek Fiszer. Franc stał się częstym gościem w moim domu. Za każdym jego przyjazdem do Warszawy spotykaliśmy się niemal codziennie w „Ziemiańskiej". Pewnego dnia Fiszer oświadczył mi, że Bolesław pewno nie przyjdzie, gdyż przejechał go jamnik."
Bywało, że Fiszer opowiadał następującą zabawną historyjkę: "Na polowaniu obskoczyły mnie wilki. Wlazłem na drzewo, trzymam się gałęzi. Gałąź trzeszczy, trzeszczy, wreszcie złamała się i spadłem. Oczywiście rozszarpały mnie. Została tylko ta fajka." Natenczas pokazywał słuchaczom fajkę.
Tak wspominał go Artur Rubinstein: „Był jedną z najbarwniejszych postaci, jakie spotkałem. Wysoki, bardzo otyły, szpakowaty blondyn, którego szlachetna broda i wąsy upodabniały do hidalga z obrazu Velázqueza, miał małe błyszczące złośliwością oczka, mocny, prosty nos i duże uszy. Kiedy go poznałem, był już po pięćdziesiątce, ale mnie wydał się człowiekiem bez wieku: Falstaff z wyglądu, o dowcipie i inteligencji Woltera, a sądząc po trybie życia - można by go określić jako przedsartrowskiego egzystencjalistę. Stentorowy, deklamatorski głos Fiszera nieodmiennie górował nad wszystkimi: przegadać nie potrafił go nikt!"
Franciszek Fiszer jest uznawany za pierwowzór postaci Ambrożego Kleksa z książki Jana Brzechwy „Akademia Pana Kleksa”. Jan Marcin Szancer, ilustrator „Akademii Pana Kleksa”, wprost przyznał, że rysując Pana Kleksa, wzorował się na wyglądzie i charakterystycznej sylwetce Franca Fiszera. Choć Fiszer nigdy nie pracował i nie założył formalnej instytucji, nazywano go „Sokratesem Warszawy”. Jego „akademią” były stoliki w warszawskich kawiarniach (np. w Ziemiańskiej), gdzie wokół niego gromadziła się elita intelektualna epoki, by słuchać jego genialnych monologów i anegdot. Choć Jan Brzechwa stworzył literacką postać, to wygląd zewnętrzny (sylwetka, specyficzny styl) oraz pewna „bajkowość” i mądrość Pana Kleksa są silnie osadzone w rzeczywistej postaci Franciszka Fiszera.
Tajemnice Warszawy
Źródła:
1. Wikipedia (hasło „Franciszek Fiszer")
2. Jerzy Zaruba, „Fiszer i jego anegdoty”
3. Roman Loth, „Na rogu świata i nieskończoności" (1985)
4. Janusz R. Kowalczyk, „Sokrates naszych czasów. O Franciszku Fiszerze", Culture.pl
Fotografia archiwalna
Koloryzacja i retusz: Byla Sobie Fotka
Powiększenie i retusz twarzy: Tajemnice Warszawy