10/05/2026
Paweł Althamer (c.d.)
Paweł czasem przyprowadza do antykwariatu swoich gości. Na zdjęciu pozuje ze swoim przyjacielem, Arturem Anczarskim, i jego żoną, Amerykanką Elizabeth. Pawłowi antykwariat zawdzięcza zakładkę do książek; ma on nadzwyczajną łatwość tworzenia, właściwą geniuszom. Chciałem też jednak napisać o Arturze Anczarskim, bo to kolorowy ptak.
Razem zrealizowali dwa projekty: pracę site-specific w Museum of Contemporary Art w Chicago oraz performans polegający na pracy na śmieciarce podczas stypendium Pawła w Berlinie. Anczarski jest absolwentem szkoły muzycznej przy Kawęczyńskiej. Uczył się gry na puzonie, ale pod koniec szkoły średniej, ze względu na przeciążenie ćwiczeniami, zerwał usta. Zmuszony kontuzją do porzucenia drogi muzyka, studiował na wydziale pedagogicznym Akademii Muzycznej. Jednocześnie chodził razem z Pawłem na kurs rysunku w domu kultury przy Łazienkowskiej, przygotowujący do egzaminów wstępnych do ASP. Zdał na grafikę, Paweł zaś na rzeźbę.
Artur na studiach obracał się w środowisku współtworzonym m.in. przez Lecha Emfazego Stefańskiego, przyjaciela Mirona Białoszewskiego, zainteresowanym ezoteryką. Od Artura Paweł zaraził się bakcylem eksterioryzacji, medytacji czy reinkarnacji. Kwestie te do dzisiaj zajmują Althamera. Anczarski po pierwszym roku studiów, zachęcony wykładami przedstawicieli ezoterycznego ruchu religijnego, zapragnął wyjechać do Ameryki. Wystarał się o zaproszenie od krewnej i w 1989 roku zamieszkał w Minneapolis. Założył tam rodzinę, został malarzem przemysłowym i malarzem domów – w Stanach stawia się głównie domy drewniane, które trzeba regularnie malować. Traktował tę pracę jako praktykę duchową.
Paweł nie utrzymywał kontaktów z Arturem od dwunastu lat, kiedy w 2001 roku dostał propozycję udziału w retrospektywnym przeglądzie polskiej sztuki w Chicago „In Between. Art from Poland 1945–2000”; zaproponował mu dołączenie do projektu. W godzinach otwarcia muzeum Althamer i Anczarski codziennie malowali ściany dużej muzealnej sali na inny kolor: oliwkowy, szmaragdowy, malachitowy... Przez tydzień Artur malował u boku Pawła, przez pozostałą część miesiąca samodzielnie. Althamer zawiesił w sali portret Anczarskiego, jaki mu zrobił podczas kursu rysowania w latach 80. przed egzaminami na ASP.
Niedługo potem spotkali się obaj w Berlinie, gdzie Althamer przebywał na stypendium DAAD. Przez tydzień jeździli razem na śmieciarce; powstał film Krzysztofa Viscontiego dokumentujący ten performans. Ostatnim przedsięwzięciem z dziedziny sztuki, w którym brał Anczarski udział dzięki protekcji Althamera, było wcielenie się w rolę strażnika sali w warszawskiej Zachęcie, gdzie przez czterdzieści dni stosował ścisły post, podpisując wcześniej oświadczenie o wyłącznej odpowiedzialności za zdrowie.
Artur nadal mieszka w Minneapolis, nie zajmuje się już malowaniem domów. Do Warszawy zjeżdża okazjonalnie – na pobliskiej ulicy Markowskiej mieszka jego matka. Z Pawłem kontaktują się, nie pisząc do siebie, ale wysyłając sobie zdjęcia. Muzyka dla niego wciąż jest ważna. Zabrał w poniedziałek Pawła do katedry praskiej na „Całonocne czuwanie” Siergieja Rachmaninowa. Pawłowi intensywność utworu na chór a ca****la bardzo się podobała.