09/07/2026
https://www.youtube.com/watch?v=fWySAmmUVK4&t=90s
Niedawno mieliśmy zaszczyć gościć w naszym gospodarstwie twórców z kanału ORolnictwie. Dziękujemy za miłe spotkanie, pozytywne słowa, a przede wszystkim za to, że dostrzegliście nasze gospodarstwo i doceniliście ciężką pracę. Pozdrawiamy serdecznie i mówimy "do zobaczenia" :)
"Jak policzyłem swój czas pracy, wyszło mi 76 godzin tygodniowo. Nie wiem, gdzie jest błąd, skoro średnia w Polsce to 38."
To zdanie Józefa Waszczyszaka chyba najlepiej pokazuje, czym jest prowadzenie gospodarstwa mlecznego. Historia rodzinnego gospodarstwa położonego w Beskidzie Niskim, w miejscowości Smerekowiec, zaczęła się od dziadka Piotra i kilku krów. Dziś gospodarstwo obejmuje około 70 hektarów i utrzymuje około 40 krów dojnych (łącznie 70 sztuk bydła).
Rozwój przyspieszył po 2016 roku dzięki pracy młodego Józefa.
Prowadzenie gospodarstwa w górach wygląda zupełnie inaczej niż na nizinach. Łąki są rozrzucone nawet 30 kilometrów od gospodarstwa, okna pogodowe są bardzo krótkie, a zimą temperatura potrafi spaść do -30°C. Rekord, jaki zapamiętał gospodarz, wynosi aż -42°C.
- Mamy specyficzny mikroklimat pomiędzy jedną a drugą górą. Co roku przychodzi okres bardzo silnych mrozów. Podgrzewane poidła i dobrze zabezpieczona instalacja wodna to u nas podstawa - mówi rolnik.
Jednym z najciekawszych elementów gospodarstwa jest własne przetwórstwo mleka. Rodzina produkuje sery podpuszczkowe, twarogi, jogurty, maślanki oraz dojrzewającą goudę. Większość stada posiada białko typu A2A2, a gospodarze chcą maksymalnie wykorzystać potencjał własnego surowca.
- Naszym celem jest sprzedać każdy litr mleka wyprodukowanego w gospodarstwie. Najbardziej cieszy nas to, że klienci wracają i polecają nasze sery kolejnym osobom - podkreśla Józef Waszczyszak.
Obora, w której utrzymywane są zwierzęta, łączy starszy budynek uwięziowy z nowoczesnym obiektem wybudowanym w 2020 roku. Dój odbywa się w hali typu "rybia ość" 2×7 stanowisk, a krowy podzielone są na trzy grupy żywieniowe.
Podstawą gospodarstwa są oczywiście również ciągniki, które muszą sprostać trudnym warunkom terenowym.
Latem najwięcej pracy wykonują CLAAS Axos 320, Deutz-Fahr Agrofarm 420 oraz charakterystyczna Valtra T174 Versu w zielono-złotym malowaniu. Do pracy z prasą Krone wykorzystywany jest niewielki CLAAS.
- To ciągnik o mocy około 80 KM. Naprawdę daje sobie radę. Choć czasem brat narzeka, że musi jechać najwolniejszym biegiem, żeby zrobić dobrą belę - śmieje się Józef Waszczyszak.
Zimą najlepiej sprawdza się z kolei Farmer wyposażony w grzałkę płynu chłodzącego i świecę płomieniową. W gospodarstwie nadal pracują także wysłużone Ursusy, MF 255, a prawdziwą ciekawostką jest własnoręcznie zbudowany "Złomek", powstały z połączenia dwóch różnych ciągników.
Codziennej pracy - jak wyliczył gospodarz - jest znacznie więcej niż pokazują statystyki.
- Jak policzyłem swój czas pracy, wyszło mi 76 godzin tygodniowo. Nie wiem, gdzie jest błąd, skoro średnia w Polsce wynosi 38 godzin. Zwierzęta nie dają odpoczynku, ale jeżeli ta praca daje satysfakcję i chce się rano wstać, to znaczy, że wszystko jest w porządku.
Szczegóły w materiale video. Link w komentarzu.