14/01/2022
FADO.
Piszecie, pytacie - to info musi się pojawić.
Mija prawie dwa tygodnie od zaginięcia Fado. Wiem, ja też chciałbym zacząć ten post inaczej, niestety nie mogę. Wciąż jednak wraz z najbliższymi pieska wierzę, że pewnego dnia będę mógł Wam napisać krótko „MAMY GO”.
„Przypadek Fado” to lekcja, która wiele mnie nauczyła. To opowieść, która pokazuje wielką miłość człowieka do psa. Wiem, zabrzmi to głupio, ale czasami gdy o tym myślę mam wrażenie, że Fado zupełnie nieświadomie pokazał nam wszystkim lepszą cząstkę nas samych. Bo jak wytłumaczyć 50 obcych sobie osób, którzy w deszczu po kostki brodzą kilka kilometrów w bagnie i lesie? Jak wytłumaczyć tysiące (przysięgam tysiące) wiadomości z całej Polski od osób, które dostrzegły takiego „Fado”? Jak wyjaśnić wsparcie leśniczych, weterynarzy, stowarzyszeń związanych z psami, zwykłych ludzi, którzy zerwali się z swojego korpo by szukać 50kg białego podhalana? Jak wytłumaczyć quady, obklejone słupy, pukanie do każdej posiadłości i powtarzanie tego samego pytania z nadzieją, że usłyszy się „tak, widziałem go”.
„Przypadek Fado” pokazał mi także brutalną rzeczywistość: potrącone psy, dziesiątki błąkających się biedaków po polach i lasach oraz tą bezsilność - bo co nam daje zdjęcie „Fado” 50 km od nas? Zanim tam będziemy pies znika jak duch. Oczywiście rozumiem osoby, które wrzucają takie zdjęcie, ciężko gonić za dużym psem po polu lub próbować go złapać. Dlatego w tym miejscu dziękujemy za każde nawet najmniejsze zgłoszenie. To iskra, bardzo ważna, bo iskra w pewnym momencie daje ogień.
Fado się nie znalazł, ale zrobił dla innych psów więcej niż może sobie wyobrazić. Jego poszukiwania przyczyniły się do złapania i odnalezienia domów przez kilka psów na terenie naszego kraju. Tutaj chciałem podkreślić uczucie, zaangażowanie i niezłomność właściciela Fado, który każdego dnia do zmroku szuka swojego przyjaciela. Wczoraj pomógł złapać innego „Fado” i mimo, że znów musiał poczuć zwątpienie to zrobił piękny uczynek. Panie Darku - wielki szacunek.
Poniżej ta iskierka nadziei, chcę napisać, że to nasz Fado - 11 stycznia, wystraszony, głodny, z raną na tylnej łapie, podobną obrożą, błąkający się 30 km od właścicieli… i dalej uciekający przed tym światem. Fado gdziekolwiek jesteś, wciąż wierzymy.
Nie proszę Was już o udostępnienia bo gdy ostatni raz poprosiłem zrobiliście to 14 tysięcy razy. Zrobicie co Wam serce podpowiada.
Jeszcze napisze „MAMY GO” - zobaczycie.
TELEFON: 606126076