09/01/2026
Polecam
Odgrzebałam to zdjęcie w czeluściach galerii.
Jeden z moich pierwszych tortów weselnych.
Ogromny, sześciopiętrowy, cały w ręcznie robionych przeze mnie kwiatach z masy cukrowej.
Tych kwiatów były setki.
Każdy powstawał od zera — płatek po płatku wycinany ręcznie, cieniutko rolowany, a potem zwijany w różę.
W tamtym czasie robiłam je bardzo długo. Czasem jeden kwiat wydawał się nie mieć końca.
Dziś wiem, że wtedy uczyłam się czegoś więcej niż tylko techniki.
Uczyłam się cierpliwości. Powtarzalności. Zaufania do procesu.
Lubię wracać do tego tortu.
Przypomina mi, że wszystko, co robię dziś szybciej i pewniej, zaczęło się właśnie tam — przy setkach niedoskonałych płatków i ogromnej ilości czasu włożonego w jeden projekt.
I chyba dlatego wciąż mam do niego tyle czułości.