21/02/2026
Szanowna Pani Zimo,
my elfy zwracamy się z uprzejmą prośbą o jak najszybsze zakończenie Pani wizyty w okolicach werandy. Do naszego wniosku dołączają się wszyscy mieszkańcy tutejszych stron: sikorki, wróble, sroki, bażanty, myszy i pies (poza łabędziami, które doskonale odnajdują się we wszechogarniającej bieli, twierdząc, że nareszcie cały świat do nich pasuje). Cieszymy się, że zechciała Pani nas odwiedzić w tym roku, doceniamy w pełni wszystkie Pani wdzięki, ale ile można?
Pozachwycałyśmy się nieskończoną bielą łąk, ciągnącą się aż do miejsca, gdzie wschodzi słońce, wzruszałyśmy pięknem bajkowej, różowej mgiełki unoszącej się o poranku nad marznącymi strumykami, podziwiałyśmy potężne czapy śnieżne na choinkach i cieniutkie niteczki szronu na gałęziach, przejęły nas grozą grube sople złowieszczo wiszące nad naszymi głowami i mroźny wiatr ze wschodu. Pośmiałyśmy się z dziwnych śladów na śniegu, pogrzałyśmy przy kominku podczas przesadnie (!) zimnych nocy i już nam wystarczy. Teraz chcemy wrócić do swoich domków.
Krzak jaśminu, za którym mieszkamy, jest niewidoczny pod tą białą skorupą, więc jesteśmy zmuszone korzystać z gościnności psa. Czy Pani była kiedyś w psiej budzie? To nie są standardy, do jakich przywykły elfy. Zresztą nie tylko my. W psiej budzie nocują też inni poszkodowani przez Pani chłodne zachowanie, czyli wróble i kilka myszy. Pies chwilowo zaprzestał polowań i wykazując się niespotykaną dotychczas delikatnością udaje, że nie dostrzega całej tej gromady, co więcej, pozwala nam się do siebie tulić nocą. Pod werandowym daszkiem zamieszkały jakieś obce sikorki i nie wiadomo, czy zechcą się wyprowadzić, gdy przyjdzie wiosna. Pojawiły się też gawrony, których u nas nigdy wcześniej nie było. Ksantypa twierdzi, że ładnie wyglądają na białym śniegu, ale my tłumu nie lubimy.
I może mogłybyśmy znieść poniewierkę i niechcianych gości, gdyby nie fakt, że w środku nocy budzą nas kaczki. O piątej rano, gdy zaspana Ksantypa wychodzi na werandę troszkę pomarznąć, z rowu zrywają się kaczki i zarzucają ją swoimi żalami. Nie wiadomo dlaczego, ale kaczki zimą stają się bardziej kłótliwe. Przeszkadza im wszystko, poza własnym hałasem. Ksantypa oczywiście nie reaguje, bo nie ma w sobie ani szczypty empatii i nie przychodzi jej do głowy, że my, w psiej budzie, chcielibyśmy dłużej pospać. To wszystko staje się już nie do zniesienia, Pani Zimo.
Jeżeli powyższe argumenty do Pani nie przemówiły, prosimy o zwrócenie uwagi na kwestie literackie. Jak zapewne Pani dostrzegła, Ksantypa, dokumentatorka tutejszego życia, zaniechała swych pamiętnikarskich powinności. Gdy ją zapytałyśmy dlaczego nic nie pisze, odparła, że chwilowo nie ma o czym, bo nic się nie dzieje. Wyobraża to sobie Pani? Nic się nie dzieje! Oczywiście jest to wierutna bzdura, dzieje się u nas bardzo dużo, tylko Ksantypa przymarzła do werandy i niczego nie dostrzega. Sama Pani widzi, że to wszystko jest Pani winą. Nie wiemy, jak się Pani z tego wytłumaczy przed Brodatym Redaktorem Naczelnym, który lada dzień zgłosi się do Ksantypy po zimowy tekst do swojego kwartalnika…
Mamy nadzieję, że mnogość argumentów trafi do Pani zmarzniętego serca i zachęci do opuszczenia naszych okolic. Może gdzieś na północy znajdzie Pani przyjazne dla siebie miejsce, ale na pewno nie tutaj.
Uprzejmie prosimy o pozytywne ustosunkowanie się do naszej prośby.
Z wyrazami umiarkowanego szacunku
Zmarznięte Elfy
Obraz: Henryk Szkutnik – Trzy kolory